Widzisz wypowiedzi znalezione dla słów: Polskie powieści poetyckie
|
| Wiadomość |
Powieść - od ilu znaków?
|
Witam,
Coś tam pamiętam, że jest taki podział na opowiadania, mini-powieści i powieści, ale chodzi mi dokładnie o to, od ilu wyrazów lub znaków - mniej więcej oczywiście - wydawnictwo może zaryzykować wydanie tekstu jako samodzielnej książki? Nie mam na myśli wierszy, prozy poetyckiej, dramatów, ale wyłącznie prozę i to prozę wydawaną w realnych polskich warunkach, której nie popiera żadne uznane nazwisko.
|
| |
|
|
Zabawny ebook
|
Na stronie www.zyciezblondynka.link.pl znajduje się zbiór wierszy Ludgardy Damber zatytułowany "Kangury" do bezpłatnego pobrania w formacie PDF. Jest to zabawny żart literacki - nie dośc, że wierszyki są wielce "udane" - prócz tego sama autorka jest fikcyjna - (to postać z powieści) - polecam koniecznie przeczytać Wstęp i jej biografię. Tylko dla osób z poczuciem humoru!
Alize
|
Nie jestem taki pewien czy to jest postac fikcyjna, tak sie skalada ze w Austarlii mieszka poetka polskiego pochodzenia Ludwika Amber, w przeszlosci pare jej wierszy puszczalem na grupe. Miedzy innymi Ludwika prezentowala swoje wiersze na swiatowym kongresie poetow jaki odbyl sie w Sydney nasza wiosna ubieglego roku. Polske reprezentowal na tym kongresie tez Jozef Baran.
jw.
|
[wulgaryzmy] bitch
|
Zresztą, może źle zrozumiałem kontekst? Czy to książka historyczna (opracowanie) z wplecionymi scenkami, czy powieść historyczna? I w jakim stylu jest utrzymana reszta tekstu?
|
Powieść historyczna na motywach z narracją pierwszoosobową. Żołnierze, jak to żołnierze, są raczej prości, za to główny bohater, choć, jak większość Rzymian, ma wojskową przeszłość, jest człowiekiem wykształconym i używa języka z bardzo wysokiego rejestru, momentami nawet poetyckiego.
Nie wiem, jak tego rodzaju kontrast odbiera czytelnik anglojęzyczny, ale po polsku niektóre wyrażenia zdają się dopraszać minimum adaptacji, zwłaszcza że nawet wyżej wspomnianemu bohaterowi autor potrafi włożyć w usta (a raczej w głowę) rzeczy tak anachroniczne jak określenie profesji pewnego pana słowem "pimp".
Może wróćmy po prostu do pomysłu z "dawaniem dupy"?
|
Właśnie to określenie i jeszcze "udawanie panienki" chyba pasują mi najbardziej. Jeszcze nad tym pomyślę :-)
pozdrawiam K.
|
Czy diamenty się palą?
|
| Ajest taki piękny wiersz, bodajże Norwida, który Andrzejewski wykorzystał | jako motto swojej powieści "Popiół i diament" cytuję z pamięci .. czy | pozostanie tam popiół , czy diament... | Kowdlar
Norwid najwyraźniej nie znał doświadczenia Lavoisiera, bo by się nie zastanawiał głupio. A cytat był bardziej skomplikowany, kilkuwersowy. Nie będę pisał, bo też przekręcę.
|
Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej Wokoło lecą szmaty zapalone Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny Czy to co Twoje będzie zatracone Czy popiół tylko zostanie i zamęt Co idzie w przepaść z burzą. Czy zostanie Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament Wiekuistego zwycięstwa zaranie? Cyprian Kamil Norwid (1821-1883), polski poeta Źródło: Tyrteja http://www.cytaty.servis.pl/haslo/Cyprian_Kamil_Norwid
W fazie II pożaru maksymalna temperatura wynosi 800-1200°C . http://pl.wikipedia.org/wiki/Po%C5%BCar Izolowany popiołem diament może przetrwać , jeżeli jego temperatura nie przekroczy 770°C . Więcej zaufania do erudycji poetów :-) http://www.dialeks.pl/oferta.htm
WM
|
| |
|
|
Rybki
|
Użytkownik "marco"
| Tutaj król nie jest królem kogoś, | tylko królem pewnej krainy, ktorej | opis i nazwa figurują w powyższych | wersach.
| Dlatego często można ten zwrot napotkać (w różnych korelacjach) | w opowieściach fantasy. Nie czytasz do poduszki, tylko harlekiny? ;)
Przecież wiesz, że nie czytam, tylko googlam ;-)
Rzeczywiście "king of loneliness" jest często używany. Aż dziw, że tak piękna metafora występuje w polskich zasobach Google tylko jeden raz, i tyleż razy w Onecie.
|
Za to w wielu opisach wielu gier komputerowych i powieściach fantasy występuje Król Samotności, Pan Samotności, Władca Samotności, Książę Samotności, itp. Często tak właśnie postrzegany jest księżyc, ale dla mnie prawdziwie poetycka metafora zaczyna się dopiero tu:
*ojciec zadżumionych*
(Juliusz Słowacki)
Pozdrawiam, marco
|
Wołacze
|
| Stary dowcip polonistów: wołacz od "kozaka"?
| Kozaku? A od "Kozaka" - Kozacze?
| Erguś pytająco i z drżeniem...
| Malczewski, pierwsze zdanie powieści poetyckiej/poematu epickiego MARIA (te | wielkie litery to zamiast cudzysłowu, na który mam już lekkie uczulenie):
| Hej ty na białym koniu gdzie pędzisz kozacze?
| Ale to zostało wydane w roku 1825 (co prawda naszej ery)
| penna
Musiałam szybko wyjść z pracy i nie dokończyłam. Sprawdziłam w dwóch słownikach: jęz. polskiego Doroszewskiego i ortograficznym PWN – od podania wołacza wymigały się.
|
Mój program się rozbestwił i od pewnego czasu zamienia na robaczki także myślniki :( Ale może pouścił cudzysłowom? Boję się Was i wolę nie sprawdzac. penna Â
|
[Polski] Praca na temat powieści "Konrad Wallenrod"
|
Witam. Bardzo proszę Was o pomoc. Muszę napisać do 6 grudnia taką pracę:
Rozwiń myśl zawartą w słowach: "Bez Halbana nie byłoby czynu Wallenroda". Odwołaj się do powieści poetyckiej A. Mickiewicza.
z języka polskiego nie jestem dobry, a szczególnie w pisaniu takich prac, dlatego będę bardzo wdzięczny, jeżeli ktoś mi pomoże. Z góry serdecznie dziękuję.
|
Guenter Grass w Waffen-SS
| |
Brunon Zwarra ''GDAŃSK 1939'' cytat str 358 [G.Grass narusza w swojej powieści z całą bezstrnnością nieustannie granice, za którymi znajdują się wszystkie tabu naszej społeczności.Ponieważ właśnie obrzydzenie iśmierć,seks i bluznierstwa nie są przytoczone dla prowokacji, a tylko wymieniane dla poetyckiej prawdy,stają się te wysuwane na pierwszy plan szokujące elementy uzdrawiającym szokiem.Zdaje się przy tym, że poeta tworzy tylko fabułę.On nic nie atakuje,nie udowadnia i nie chce z podniesionym palcem pouczać.On śledzi tylko w czasie zagmatwanych lat wojny i w okresie powojennym krętą drogę życiową swego Oskara bębniącego po starym Gdansku.Gromadzi dzieje za dziejami i tworzy w ten sposób, Bezczelnie, a w bezwzględnie, z niezłomnie spokojnym sumieniem, rzeczywistość swojej epoki...] Ta''bezstronna rzeczywistość'' uwidacznia się w książce nie tylko w wyżej przytoczonym przypadku. W powieści aż roi się od PRZEINACZEŃ HISTORYCZNYCH WYDARZEŃ.G.Grass ubliża nawet obrońcom Poczty Polskiej, robiąc z nich Tchórzy i Karciarzy podczas tamtych tragicznych godzin. Ani razu nie przedstawia Polaków w pozytywnym świetle. Jest sprawą żenującą , że w kręconym w RFN filmie [blaszany bębenek] role tak uwłaczająco potraktowanych obrońców Poczty Polskiej zagrali znani polscy aktorzy. A jednak bębenek zardzewiał DANIEL.
|
Marek Stokowski
|
Marek Stokowski

Marek Stokowski (ur. 1957 w Warszawie) – polski poeta i prozaik, kustosz w Muzeum Zamkowym w Malborku. Absolwent Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz podyplomowego studium działań edukacyjnych w muzeach. Od 1983 prowadzi zajęcia i gry edukacyjno-przygodowe w ramach Młodzieżowego Koła Przyjaciół Zamku. Od lat 80. publikował wiersze i humoreski poetyckie, między innymi w Odrze, Borussii i Poezji, a także na antenie III Programu Polskiego Radia i Radia Bis. W 1996 wydał tomik poezji Dzień nad ciemną rzeką. Dwa lata później, we współpracy z malarzem Mariuszem Stawarskim opublikował tom humoresek poetyckich Sny dla dorosłych i dla dzieci. W 2004 wydał powieść historyczną Błazen, a w 2005 powieść współczesną Samo-loty. Jest też autorem pierwszego dotychczas zbioru legend związanych z zamkiem Malbork noszącym tytuł Legendy i opowieści zamku Malbork.
|
Co się czyta?
|
DO Ufolka..i innych(bo widze ze duzo jesli mowa o lit. polskiej mowi o Quo Vadis Krzyzakach Sienkiewiczu O_O [TYLKO])
Widze ze tworczosc pisarzy i poetow Polski jednoznacznie utozsamiasz z lekturami szkolnymi, co jest karygodnym bledem...Polska literatura to nei tylko kanon szkolny,ale cala glebia tworczosci od powiesci psychologicznych,przez horrory,dramaty,utopie po sf i fantasy..Faktem jest ze kanon szkolny jest troche sprochnialy i wymaga odswiezenia..co np juz owocuje..,pamietam Hobbita w gimnazjum jak sie wspaniale czytało..lecz przy dosc niklej wiedzy polonisty na ten temat ;0
Jestem pewny,ze wyjscie poza okowy szkolnej listy pozwoli CI odkryc wspanialosc polskiej literatury.jesli gustujesz w fantasy moze Sapkowski, w sf moze Lem???Naprawde kazdy niemal gatunek ma wybitnych polskich przedstawicieli,ktorych wystarczy po prostu znalesc..
Troche tez mnie dziwi twoja mowa o antypatriotyzmie..Nie zapominajmy ze edukacja szkolna jest elementem narodowosciowotworczym..stad takie wkasnie ksiazki,ktore musze nas nauczyc miłości do wlasnej Ojczyzny. Ale nie czytajac ich dalej mozna kochac wlasny kraj Nie ma mowy o zadnych, tak skrajnych, uczuciach
DOrba rada..idz do biblioteki,wypozycz cos polskiego z polki,ktora najbardziej Cie interesuje a napewno zmienisz zdanie co do polskiej literatury..
Have Fun
A tak by the way to Smieszy mnie wasza rozmowa o wolnosci wypowiadania wlasnych pogladow po 89..Jakby ktos z was był swiadomy tych zmian w tamtym czasie...Niestety, tudzież stety żyjemy w czasach gdzie nie ma z wolnoscia slowa zadnych problemow..nie odwolujmy sie do czasow sprzed przelomu, bo nie wiemy tak naprawde co wtedy bylo...
|
Szukam ciekawych książek...
|
Mi najbardziej zapadła w pamięć książka, którą przeczytałam niemal jednym tchem. "Niebo z widokiem na niebo" autorstwa Marty Fox.
Tu jest mała recenzja znaleziona w sieci:
"Niebo z widokiem na niebo" to powieść o dojrzewaniu, o dobrych uczuciach i złych zachowaniach, o młodzieży zagubionej w świecie rywalizacji, ciasnych mieszkań, komputerów, zapracowanych rodziców, którzy niewiele mają czasu na bliskość, nie mówiąc o rozmowie. Akcja powieści dzieje się tu i teraz, jest w niej więc obyczajowość polskiej szkoły, w której nauczyciele niekoniecznie świecą przykładem, a młodzież niekoniecznie tego od nich wymaga. Jej bohaterowie: Artur i Kinga odnajdują się w tłumie i zakochują w sobie tak bardzo, jak można to zrobić, mając naście lat. Rozmawiają ze sobą wierszami, czatują w Internecie, wysyłają e-maile, stwarzają swój poetycki azyl, do którego wkracza rzeczywistość nijak się mająca do ich dusz fruwających w chmurach.
W tej collage'owo skomponowanej powieści jest niepokój naszego wieku, zagubienie, ale i ratunek, który odnaleźć można w wartościach, jakim wierni są bohaterowie powieści. "Niebo z widokiem na niebo" to powieść dla każdego, kto zechce pamiętać, że z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, dwie tylko: poezja i dobroć, więcej nic. |
|
Co teraz czytam?
|
Znowu zastanawiałem się co zacząć czytać, tym razem aż przez dwa dni A wybór miałem bardzo duży bo i fantasy i space-opery i książki historyczne... No i po długich rozmyślaniach wybór padł na książkę pt. "Bohun" autorstwa Jacka Komudy:P
Ta powieść nie jest historią alternatywną, ani kontynuacją "Trylogii" Sienkiewicza. Oto oparty na mało znanych faktach historycznych zapis wydarzeń poprzedzających najstraszniejszą klęskę w dziejach Rzeczypospolitej - bitwę pod Batohem, nazywaną dziś staropolskim Katyniem, objętą zmową milczenia przez historyków i dawnych pamiętnikarzy. Ten krwawy epizod wojen kozackich, ubrał Komuda w poetycką wizję widzianą oczyma francuskiego banity Bertranda Danteza, byłego dworzanina polskiej królowej. On to przejmuje na siebie przekleństwo losu, staje się wybrańcem Śmierci, rozdając w tym spektaklu karty Tarota znaczone szlachecką krwią. Kto wygra to rozdanie? Kto uratuje rycerstwo koronne przed zagładą? Nie bój się, drogi czytelniku, zanurzyć w wartkim nurcie Zemsty, Przysięgi, Zdrady i narodowej Pokuty...
|
Dan Simmons
|
Jak już czas temu przeczytałem Hyperiona, uważam ją za książkę porywającą, może trochę opartą na schematach (ale kiedy to było!) a napisaną świetnie. Nie mogłem oderwać się od fotela i książki. Wszystkie opowieści mają swój własny styl, nie są pisane na jedno kopyto. Do tego każdy z pielgrzymów operuje własnym językiem, czego czasem brakuje w współczesnej polskiej fantastyce. Hyperion ma to coś co przykuwa do klasyki i nie pozwala się oderwać. Tego też często w najlepszych współcześnie pisanych książkach brakuje. Zakończenie powieści jest idealne. Jedyne jakie pasuje do tej pozycji. Może nie współgra z blurbem, ale pozwala rozwinąć skrzydła wyobraźni, pozwala na kreatywność czytelnikowi. Jest to też książka pełna smaczków, drobnych fragmentów w którymi można się zachwycać . Chyżwar, Miasto Poetów, Krzyżokształ, Bikurowie, TechnoCentrum itd. Już nie długo pewnie rzucę się na Upadek Hyperiona i dostanę część odpowiedzi. To chyba jest jedyna rzecz która przemawia do mnie za tym bym dalej nie czytać. Pozbawić się swoim domysłów co i jak się potoczy, rozwiać swoje nadzieje.
Okładeczka Endymiona też mi się podoba.
A to, ze Simmons pisać potrafi i pisze fajne książki do Ciebie nie przemawia? A to przemawia za tym by czytać dalej I to że Simmons stworzył ciekawą wizję przyszłości, i to że w mało nachalny sposób pokazuje nam że Hyperion to może być nasza przyszłość. I TechnoCentrum - chcieć go więcej. Znaczy więcej o nim wiedzieć. Itd...
|
Marzenia o przyszłości Science-Fiction Fantasy i Horror
|
Szczerze gratuluję. Ale ja miałem odwrotnie. Sen o Złotym Cesarstwie jest powieścią fantasy a z lubością umieszczano ją w dziale historia w księgarniach i bibliotekach. Może to z powodu okładki, a może dlatego, że odwołuję się do Eddy poetyckiej? Nie wiem. Myślę, że parę osób nieźle się nadziało a z kolei inni nie mieli szansy dorzeć do jednej z pierwszych powieści fantasy polskiego autora... Sprzedaż była dość wysoka, ale to były trochę inne czasy. Może wznowię ale z dużymi napisami: TO JEST FANTASTYKA!! hehe
|
Książki takie i inne
|
Małgorzata Warda "Ominąć Paryż".
| "Ominąć Paryż" to przede wszystkim piękna opowieść o przyjaźni, która przetrwała od dzieciństwa do dorosłości. To również frapująca opowieść o miłości i poszukiwaniu szczęścia. Składają się na nią cztery misternie splecione historie, opowiadane przez cztery młode kobiety. Wartka akcja i zaskakujące rozwiązania sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem. Piękny język, niemal impresjonistyczna łatwość chwytania chwili i oddawanie realiów współczesnej Polski czynią z tej powieści obraz malowany słowem. |
Rzeczywiście, książka bardzo wciągająca. Wczoraj ją pożyczyłam z biblioteki, a dziś skończyłam czytać. To lektura idealna na jesienne wieczory. Piękna, poetycka i nostalgiczna, a równocześnie nie jest ciężka czy przytłaczająca. Sztuka i artyści w takim wydaniu, jak lubię najbardziej, czyli nie żadna pijacka i zblazowana bohema artystyczna, ale zwyczajni ludzie. Tajemniczy i zamyśleni, wrażliwi i interesujący. Zafascynowani są sztuką, wyrażają w niej siebie i swoje doświadczenia, opisują swój mały, ale wartościowy świat. Przesiąknięta jest klimatem nastrojowości i kameralności. Trochę przypomina mi w tym film pt. "Amelia". Ciche i jakby zapomniane zakątki miast, opuszczone i piękne uliczki, dziwnie i stylowo ubrani ludzie, tajemniczość, zmysłowość i ulotność chwili.
|
Ostatnio przeczytane
|
Cały Żeromski to okres zwany Młodą Polską. Akurat "Siłaczka" jest kiepska. Natomiast "Syzyfowe prace" nie są nawet złe ja sięna nie spohrzy z dystansu. Fakt, jest to typowy bohater żeromistyczny, ale wyszedł on lepiej niż w pozostałych powieściach gdyż w porównaniu do Judyma czy Baryki jakoś ewoluuje, a tamci raczej nie. Może Cezary bardziej, ale i tak jest bohaterem jednolitym.
A pozytywizmu rqaczej się wyciąć nie da. Aczkolwiek mnie zmartwiło i wkurzyło, że nawet w profilu rozszerzonym liceum nie ma poezji tego okresu. Nie było tego wiele, ale np. takie nazwisko jak Asnyk wypadałoby znać... Ale wycięcie jakiejkolwiek epoki jest zdecydowanie niemożliwe. Po prostu każda wnosi do literatury coś nowego, odmiennego i wyjątowego. A gdyby nie pozytywizm to nie istaniałaby powieść w tej postaci, jaką ją znamy i Discworld byłby pisany w formie eposu, powieści poetyckiej względnie dramatu
A Lalka jest wspaniała. Period!
________________ Edit: Niziurski owszem, "Piegus" owszem, ale jest to literatura typowo rozrywkowa z wkładem drugiego dna równym zeru. Żeby jednak nie było, że nie lubię. Bo lubię. Do dziś chętnie czasami sięgam o "Klub włóczykijów"... Takie książki też są potrzebne.
________________ Edit2: Po namyśle przeypomniałem sobie książkę Niziurskiego, z której można wyciągnąć coś więcej niż śmiech. "Siódme wtajemniczenie" jest w pewnym sensie metaforyczną powieścią o dorastaniu. Tylko pytanie czy nie wyjmuję z niej w tym momencie czegoś, czego autor tam nie włożył... W każdym razie to chyba najlepsza powieść pana N.
|
czy by mógł ktoś to ocenić?
|
psycho:
O to link do "mojej" pracy ftp://82.160.39.49/polski.doc
|
Przejrzałem pobieżnie to wypracowanie. Nie jestem polonistą i nie znam gustów dzisiejszych nauczycieli, więc mogę artykuł ocenić tylko tak, jak się ocenia felieton w gazecie: co mi się podoba a co nie.
Przede wszystkim: tytuł mówi o wpływie wojny (a nie II wojny światowej) na człowieka (a nie na literaturę). Ograniczanie się do chorych polskich powieści i opowiadań II-wojennych jest wręcz mówieniem nie na temat. Przy takim tytule masz prawo opowiedzieć o wszystkich wojnach od trojańskiej, przez krucjaty do amerykańsko-irackiej. I wcale niekoniecznie na podstawie literatury. Są jeszcze filmy, gazety, pieśni partyzanckie, opowieści dziadków, internet... To że wojny odbiły się na psychice pisarzy i poetów to najmniej ważny ich aspekt.
Twoja główną tezą jest, że wojny są koszmarem, kropka. Skoro tak, to opisywanie obozów koncentracyjnych jest wyjątkowo nieumiejętną argumentacją. Ktoś przeciwnego zdania, kto uważa wojny za skuteczny środek na przeludnienie, albo za drożdże rozwoju techniki, albo za oręż przeciwko terroryzmowi, może zawsze powiedzieć, że opisane przez Ciebie bestialstwa są specyficzną cechą nie wojny tylko okupacji i nie każdej a tylko IIWŚ. Ponieważ nie podajesz żadnego kontrargumentu, więc Twoja teza pada.
Okropieństwa wojny nie na tym polegają, że człowiek może się porzygać. Złóż więc już w końcu te idiotyczne ,,Medaliony'' do grobu i zajmij się problemem wojen a nie krzywdami, które /oni/ wyrządzili /nam/ . Jeśli koniecznie musisz pozostać w kręgu literatury, to przynajmniej poszukaj przykładów krzywd wyrządzanych /im/ przez /nas/ . Dopiero takie przedstawienie sprawy przybliża zrozumienie, skąd bierze się okropność wojny, inaczej możemy tylko łkać cienkim głosikiem nad własnym męczeństwem. A na ten temat nawet w literaturze coś się da wyskrobać. To /my/ nabijaliśmy kozackich powstańców na pale -- Sienkiewicz. To /my/ szukaliśmy złota w żołądkach duńckich mieszczan -- Pasek. To /my/ gwałciliśmy hiszpańskie zakonnice -- Żeromski. To /my/ robiliśmy pogrom faszystów -- Hemingway.
Cokolwiek napiszesz, przejrzyj starannie pod względem gramatyki. Żeby np. przedostatnie zdanie wypracowania nie stwierdzało, że to Ty jesteś apelem o nietworzenie wojen.
- Stefan
|
# spiski i plotki 002
| |
Obrazki z Elspeth
Ach gdy postękiwałem, nad nią i wierszami, muzą była nimfetka a moja dziewczyna wśród mężczyzn starszych, z forsą, zawsze adwokaci lub ktoś w tym guście, ja byłem młodszy i zupełnie goły.
|
Ja się domyślam, że to dość, a nawet zwyczajnie, dobry wiersz. Domyślam się, bo znam angielski i mniej więcej wiem, jak pisywano w tamtym okresie. Zresztą calutkie angielskie frazy wyskakują na mnie z tego tłumaczenia. Kto to tłumaczył na żywego Boga??? Niby to jest po polsku. Niby nawet ma sens. Ale mnie kłuje okropnie. Jeśli masz Teliku oryginał, poproszę na priva i jeśli nie mnie ta próba nie zabije - niedługo podeślę swoje tłumaczenie. ;-) Strasznie jestem cięta na punkcie tłumaczeń z angielskiego. Do tej pory sądziłam, że jedną z niewielu dobrze na polski przetłumaczonych książek jest "Buszujący w zbożu". Ostatnio przeczytałam oryginał (aż wstyd się przyznać, że tak późno - jakoś nie zeszliśmy się z Salingerem w tej kwestii). No i co? Tłumaczenie jest wielką, przeokropną grandą z przebłyskami prawie geniuszu. Ale jedynie przebłyskami. Tak mniej więcej przebłysk jednozdaniowy na stronę. To o wiele za mało. Kto tłumaczy tych wszystkich poetów amerykańskich, że wszyscy brzmią potem, jakby nieudolnie siłowali się ze składnią i leksją? Pomijam Barańczaka, bo odwalił w swoim czasie kawał dobrej roboty. Choć podobno i on ma masło na głowie... ;-)
Pozdrawiam dziękując :-) Magdalena
PS jestem w trakcie tłumaczenia powieści Anity Desai. Zobaczymy, czy będę w stanie wykrzesać z siebie to, czego spodziewam się po innych...
|
opowieść służącej
|
rzeczom najsampierw służymy. jesteśmy z nimi w symbiozie której przerwać nie sposób. niby nas buty noszą, niby nas grzeją płaszcze. a tak naprawdę one czekają tylko, żebyśmy w ręce przyjazne je brali - i poddawali pieszczotom.
wyczyścić buty, uprać suknie. dziury cerować, a naczynia pomyć i schować do kredensu. w ukłonach ścierać z mebli kurz. przedmioty niemo nadstawiają swoje urazy i nieszczęścia. taboret oto nóżkę stracił - a tutaj szew się pruje znów.
to martwe życie ludzkich tworów nieuprawnionych do wskrzeszenia demiurga we mnie sobie szuka. ja mam łagodzić ich znikanie. i tylko nocą, gdy pierzynę już zagrzeję od mego płaczu roztrzęsioną - przedmiotów kanty miłosiernie ściera sen.
________________ Magdalena
|
php wiersz Magdaleny wyroznia sie zdecydowanie, jak rowniez nie nosi sladow pisania na kolanie, jak niektore inne jej wiersze.
A przeciez nie do konca mozna zaakceptowac poetycka wizje sluzacej, ktora opowiada swoja historie. Wynajeta za pieniadze peelka jest wykonawczynia cudzych polecen, posiadajaca dar rozumienia przedmiotow, obcujaca z nimi milczaco, bez radosci. Ale jesli tak to dlaczego sluzaca mowi: "najsampierw sluzymy rzeczom", by za chwile powiedziec - "jestesmy z nimi w symbiozie". Zaiste, dziwacznie i niespojnie zaczyna sie ta opowiesc. Bo jesli 'najsampierw' to z pewnoscia nie 'symbioza'. Demiurg zagrzebany w pierzynie nieco rozbawia. Archaizacja jezyka ( na przyklad inwersje) jest sztuczna, wprowadza zamet i zgrzyty. Czasem tez wydaje sie, ze peelka uzywa zbyt wielu wacianych slow: te wszystkie 'a' 'sobie' 'juz' - nic nie znacza, rozwadniaja tylko obraz. Ta niespojnosc jezyka lamie obraz swiata wzajemnych zaleznosci pomiedzy ludzmi i przedmiotami. Wracajac do peelki - chcialoby sie wiecej, glebiej.
I jeszcze tytul. W 1986 roku ukazala sie powiesc Margaret Atwood "The Handmaid's Tale" laczaca idee silnego jeszcze wowczas amerykanskiego feminizmu z elementami science fiction. Nie wiem, czy zostalaprzetlumaczona na polski, ale na pewno pokazywano oparty na powiesci film z 1990 pod tym samym tytulem. Nie sadze, by wiersz Magdaleny mial cokolwiek z Atwood wspolnego, ale zbieznosc tytulow przeszkadza.
to tyle.
Polonika
|
Malo kto Linuxa
|
| czyli poniekąd masło-maślane. Lepiej chyba było pomyśleć i nazwać | to po prostu "archiwizacją" lub "kondensacją". Techniczny
Kondensacja to mi się kojarzy tylko z parą wodną. Na pewno nie z układaniem kolejno postów w pliku tak aby nie było między nimi przerw i pozostałe na końcu pliku miejsce mogło być zwolnione. Archiwizacja nie pasuje bo ten termin ma już ugruntowane znaczenie, które akurat jest dość odległe od tego o czym mówimy.
|
A mleko skondensowane to pies? Nie twórz języka polskiego od nowa ;)). Zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego "kondensacja" to:
1.zagęszczenie, stężenie czegoś Kondensacja zapachu.
2.nadanie czemuś zwartego układu, zwięzłe, treściwe ujęcie, przedstawienie czegoś; skupienie, zgromadzenie najważniejszych elementów czegoś Kondensacja dramatycznej akcji w powieści. Kondensacja środków wyrazu poetyckiego. Kondensacja sił na linii frontu.
3.chem. reakcja między dwiema cząsteczkami lub większą ich liczbą, w której wyniku powstaje nowa cząsteczka o większym ciężarze i wydziela się prosty związek chemiczny, np. woda, alkohol
4.fiz. skraplanie, przejście substancji ze stanu pary w stan ciekły, wskutek oziębienia lub zwiększenia ciśnienia Kondensacja pary wodnej. z łac.
Termin nadawałby się więc jak najbardziej. I nadawał się, bo w poprzednich wersjach (MS Mail & News) konsekwentnie używano nazwy "kondensacja" (inna sprawa, że owa "kondensacja" lubiła dość dziwnie działać). Tymczasem słowa "komapktowanie" NIE MA w SJP. Ja sam nigdy się z nim nie spotkałem i dla mnie jest głupim, niepotrzebnym neologizmem - bezmyślną kalką z języka angielskiego. Jedynym zbliżonym terminem w SJP jest "kompakcja" czyli:
geol. zmniejszanie się objętości skał pod wpływem ciśnienia warstw wyżej położonych, wywołującego wyciskanie z nich wody i zmniejszanie ich porowatości z łac.
| Jak więc według Ciebie powinno wyglądać tłumaczenie | komunikatu o "kompaktowaniu"?
| Ponieważ po raz kolejny zadajesz tego typu pytanie: czy chcesz, | abyśmy przetłumaczyli Ci całe Windows? ;)
Nie. Chcę tylko pokazać, że tak naprawdę to nie ma "dobrego" tłumaczenia bo zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, który będzie się z naśmiewał z "kwiatków".
|
Marcin. Oprzytomniej i sprawdź w słowniku :(.
Pozdrawiam -
|
[POLSKI]Parę pytań co do wiersza "Widokówka z tego świa
|
A więc mam problem, przerabialiśmy ten oto wiersz:
Widokówka z tego świata Stanisław Barańczak
Szkoda, że Cię tu nie ma. Zamieszkałem w punkcie, z którego mam za darmo rozległe widoki: gdziekolwiek stanąć na wystygłym gruncie tej przypłaszczonej kropki, zawsze ponad głową ta sama mroźna próżnia milczy swą nałogową odpowiedź. Klimat znośny, chociaż bywa różnie. Powietrze lepsze pewnie niż gdzie indziej. Są urozmaicenia: klucz żurawi, cienie palm i wieżowców, grzmot, bufiasty obłok. Ale dosyć już o mnie. Powiedz, co u Ciebie słychać, co można widzieć, gdy się jest Tobą.
Szkoda, że Cię tu nie ma. Zawarłem się w chwili dumnej, że się rozrasta w nowotwór epoki; choć jak ją nazwą, co będą mówili o niej ci, co przewyższą nas o grubą warstwę geologiczną, stojąc na naszym próchnie, łgarstwie, niezniszczalnym plastiku, doskonaląc swoją własną mieszankę śmiecia i rozpaczy - nie wiem. Jak zgniatacz złomu, sekunda ubija kolejny stopień, rosnący pod stopą. Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Tobie mija czas - i czy czas coś znaczy, gdy się jest Tobą.
Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele, w którym zaszyfrowane są tajne wyroki śmierci lub dożywocia - co niewiele różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy, a jednak ta lektura wciąga mnie, niedorzeczny kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która swój mętny finał poznać mi pozwoli dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek. Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz z moim bólem - jak boli Ciebie Twój człowiek.
No i mój profesor zadał parę pytań, z którymi nie mogę dać sobie rady, mianowicie:
1. Wypisz cytaty, które ujawniają adresata poetyckiej widokówki.
2. Utwór ten jest listem poetyckim, wypisz zwroty epistolarne.
3. Napisz po dwie hipotezy interpretacyjne do każdego z trzech segmentów wiersza ( I strofa - Kosmos, II strofa - historia, III strofa - ciało).
Jeżeli ktoś mi pomoże będę bardzo wdzięczny Pozdrawiam
|
Wypracowanie maturalne z jezyka polskiego
|
Jak dostaniesz tekst prozy, to nie ma czegoś takiego jak aurea mediocritas na napisanie dobrej pracy. Najskuteczniejszą metodą jest tłumaczenie tekstu literackiego "na nasze", wyciąganie z niego wniosków, np. jeśli jest napisane, że Izabela Łęcka (to akurat Lalka) leżała na kanapie w 7-mio pokojowym mieszkaniu cały dzień i czytała francuskie powieści, to można powiedzieć, że cechował ją kosmopolityzm, lenistwo, pochodziła z arystokratycznej rodziny.
Tekst należy analizować "linearnie". Z każdego zdania wyciągać ile się da. We wstępie postawić jakąś tezę odnośnie tematu, analizować linijka po linijce, i w zakończeniu podsumować zgromadzone fakty i dowieść postawionej tezy. Na początku można coś powiedzieć o autorze, budowie lub ogólnym problemie jaki został poruszony w temacie, np. idąć do Młodej Polski, dekadenckie sposoby walki z zaborcami.
Co do wiersza, to analiza jest bardziej złożona.
1. Ustalenie podmiotu lirycznego i sytuacji lirycznej (kto mówi, w jakiej sytuacji realizuje swą wypowiedź, jaka formę przybiera wiersz), należy powiedzieć coś o podmiocie lirycznym. 2, Określenie bohatera lirycznego (którym nie zawsze jest podmiot liryczny). 3. Ustalenie adresata lirycznego (do tego,do kogo mówi się w wierszu); adresat wewnątrztekstowy, zewnątrz tekstowy. 4. Opracowanie planu wypowiedzi (co się w wierszu dzieje). 5. Określenie cech świata przedstawionego. 6. Analiza treści zawartych w wierszu (co treść oznacza, co z tego wynika). 7. Analiza kompozycji wiersza (związek między tytułem a treścią, formą). 8. Wskazanie różnych środków języka poetyckiego i ich funkcji w wierszu. 9. Objaśnienie genezy tekstu. 10. Coś o czym zapomniałem; być może jest w kompendium języka polskiego na naszym forum.
|
O książkach.
|
Ja książki czytam nałogowo... Od wczesnego dzieciństwa do dziś...Wszędzie - w autobusie, w kolejce na poczcie, mieszając zupę...Do póżnej nocy i parę stron rano przed wyjściem do pracy... W pociągu, samolocie, w obcych miastach , pod palmami...czytam, gdy gadatliwa przyjaciółka nawija przez telefon..w kawiarni czekając na znajomych...Co tu kryć - często mi się zdarza nie odbierać telefonów, gdy mam coś bardzo ciekawego... Co? W zasadzie wszystko. Powieści, pamiętniki, literaturę faktu, biografie, poezję, eseje historyczne - byle napisane z talentem.. Mam podobny gust do Rodaka...Dorzuciłabym Vonneguta, Hrabala.. Do kryminałow - Camillierego. PD James jest oczywiście po polsku - super., za to wezmę Martę Grimes - nic nie czytałam... I zawsze tak było, że gdy zainteresuję się jakimś tematem do szukam, drążę, czytam...Kultura hellenistyczna i znakomite książki Świderkówny...Sredniowiecze i religia katarów...Po Jedwabnem zupełnie oszalałam na punkcie kultury i literatury żydowskiej - Grynberg, Kosiński, Hanna Krall...Naczytam się, naczytam i szukam czegoś nowego... Z poetów dorzucę Tuwima, Szymborską.Emily Dickinson i Lechonia i Staffa.. Uwielbiam dzienniki...to jakby człowiek żył nagle cudzym życiem, w innym świecie... A Tolkien? Sapkowski? A Kapuściński...A Sylwia Plath...Stop!!! Z polskich, współczesnych pisarzy najbardziej lubię Pawła Huellego - Rodak, jeżeli nie czytałeś jego książki pt "Weisner Dawidek" - przeczytaj koniecznie... Bongo, nie martw się..."Lalkę" przeczytałam parę lat temu.. Gdybym miała zabrać z sobą tylko jedną książkę na bezludną wyspę to zabrałabym Saint Exupery'ego " Ziemię, planetę ludzi" A co tu leży pod lampą? Orwell "W hołdzie Katalonii", Parnicki "Dzienniki z lat 80tych", Corrado Augias "Sekrety Londynu"... Czego nie lubię i nie czytam? Romansów i całej tzw babskiej literatury, powieści grozy i powieści wojennych...
|
Skąd się wzieły wasze nicki?
|
A mój nick to imię bohaterki jednej z młodzieńczych powieści poetyckich Juliusza Słowackiego. Imię to pojawia się w niej tylko raz i w dodatku dopiero w ostatnim wersie.
Gdyby nie moje cudowne studia - filologia polska, pewnie bym takiego nicka nie miała
|
Pozwól mi wejść/Let The Right One In (2008)
|
------------------------------------------------------------

Data premiery: 2008-10-31 (Polska),2008-01-26 (Świat)
Produkcja: Szwecja Gatunek: Dramat, Horror
Reżyseria: Tomas Alfredson Scenariusz: John Ajvide Lindqvist Zdjęcia: Hoyte Van Hoytema Muzyka: Johan Söderqvist

Dwunastoletni Oskar jest wrażliwym, nieco bojaźliwym chłopcem, prześladowanym przez silniejszych kolegów z klasy. Jego rówieśniczka - blada i zawsze poważna Eli wychodzi z domu tylko w nocy. Spotykają się na blokowym podwórku szwedzkiego osiedla gdzieś na peryferiach miasta. Wraz z pojawieniem się dziewczynki, w okolicy zaczynają się dziać przerażające i trudne do wytłumaczenia rzeczy. Wspólnym mianownikiem tych zdarzeń jest krew. Zamkniętego w sobie chłopca, wydaje się to fascynować. Potrwa to dopóki Oskar nie odkryje, że Eli jest... wampirem. Szwedzki filmowiec Tomas Alfredson przedstawia bardzo sugestywny i nietypowy obraz dorastania. Przyjaźń, odrzucenie i przywiązanie splatają się w tym niepokojącym, mrocznym i poetyckim zarazem filmie opartym na bestsellerowej powieści Johna Ajvide Lingqvista, okrzykniętego ‘drugim Stephenem Kingiem’.

Kåre Hedebrant: Oskar Lina Leandersson: Eli Per Ragnar: Håkan Henrik Dahl: Erik Karin Bergquist: Yvonne Peter Carlberg: Lacke Ika Nord: Virginia Mikael Rahm: Jocke Karl-Robert Lindgren: Gösta Anders T. Peedu: Morgan Pale Olofsson: Larry Cayetano Ruiz: Magister Avila Patrik Rydmark: Conny Johan Sömnes: Andreas Mikael Erhardsson: Martin
------------------------------------------------------------
|
Kultura a promocja Gniezna
|
Ot 1 kwietnia Wojciech Stamm autor Czarnej matki w Pracowni Konserwacji Bajek.
ot na www.gandalf.com.pl mozna przeczytać... "Włodek Wolek jest typowym polskim nieudacznikiem. Jego życie to seria przykrych doświadczeń - nieudane próby współżycia seksualnego, powierzchowne zaangażowanie w antykomunizm, wczesne małżeństwo z musu, emigracja polityczno-zarobkowa i udział w "trzecioobiegowych" projektach artystycznych. Z takim życiorysem trudno zostać bohaterem narodowego eposu.
Powieść Stamma jest swobodnym zapisem nietrwałej pamięci. Szaleństwo rzeczywistości przekłada się tu na szaleństwo formy. Nawiązująca do podziemnego nurtu polskiej literatury, opowiadająca m.in. o początkach gdańskiego Totartu, Czarna Matka wpisuje się w tradycję sowizdrzalską, wplecione w tekst fragmenty poetyckie przypominają z kolei o "brulionowych" początkach autora. Odnajdziemy w książce także charakterystyczny dla Stamma absurdalny humor oraz przemyślenia groteskowo naśladujące akademickie dyskursy. Różnorodność stylu, anegdotyczność i gawędziarstwo, pojawiające się obok niemal reporterskiego opisu, tworzą niezwykłą relację z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w Polsce.
Wojciech Stamm (alias Lopez Mausere, ur. 1965) - poeta, prozaik, dramaturg, autor scenariuszy filmowych i telewizyjnych. Jeden z członków Grupy Poetyckiej Zlali Mi Się Do Środka, uczestnik działań Totartu, współautor programu telewizyjnego Dzyndzylyndzy, założyciel Związku Polskich Nieudaczników, twórca teatru autorskiego, który zasłynął dyptykiem Babcia Zosia, Ciocia Leosia. Debiutował w 1987 arkuszem poetyckim: AIDS - szwedzki obóz koncentracyjny, falowce na Orunii albo in flagranti w domu Laskowskiego lepiąc domek/bombę. Był ściśle związany z "brulionem". Jego teksty publikowano również w b1, Homku, Kolanie, Metafizyce Społecznej i Tygodniku Literackim, a także w antologiach Xerofeeria, Overground, Macie swoich poetów i Napisane w Niemczech. Wydał kilka tomów wierszy oraz tom scenariuszy Dramatyczne pomysły Lopeza Mausere (2000). Obecnie mieszka w Berlinie."
Od poniedziałku na stronach wydawnictwa W.A.B. info o spotkaniu w Gnieźnie, W.A.B. będzie spotkanie promować też w mediach ogólnopolskich i w swoich newsleterach...
Zobaczymy składamy paiery o wsparcie do starostwa
A co do Wojtka Stamma i Czarnej matki - po świetach jak będziecie widzieli Wojtka w Telekspresie i innych programach TVP - to wspomnijcie, że pisałem o tym jako jeden z pierwszych w kraju
|
Pracownia Literacka
|
K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów zaprasza na drugie spotkanie w ramach "Pracowni Literackiej" - imprezy cyklicznej rozpoczętej przez nas miesiąc temu. Tym razem 7 grudnia w Brzegu w Galerii BCK w Ratuszu wystąpi Jarosław Klejnocki – poeta, eseista, krytyk literacki oraz prozaik zarazem. Nasz gość jest autorem: podręcznika do języka polskiego dla liceum, siedmiu tomików wierszy, dwóch powieści popowych (m.in.: Jak nie zostałem menelem) oraz dwóch zbiorów esejów i szkiców. Pełni także funkcję egzaminator i weryfikator prac maturalnych z języka polskiego. Proponowany przez nas warsztat będzie trwał 4 godziny i ma na celu rozwijanie umiejętności tworzenia podstawowych form literackich m.in.: eseju i rozprawki. Dodatkowo, z myślą o licealistach, został przygotowany specjalny „blok maturalny” w ramach którego młodzież licealna pozna podstawowe wymogi matury z języka polskiego. Zaznaczamy jednocześnie, że warsztat przeznaczony jest dla wszystkich zainteresowanych poprawieniem swoich umiejętności pisarskich. Po warsztacie zapraszamy na spotkanie autorskie Jarosława Klejnockiego, gdzie wszyscy zainteresowani będą mogli zapoznać się bliżej z szeroko pojętą twórczością literacką naszego gościa. Spotkanie to poprowadzi Piotr Makowski – redaktor działu prozy pisma literackiego „Red” wydawanego przez Stowarzyszenie Żywych Poetów od 2006 r.
Dodatkowe informacje pod numerem telefonu: Katarzyna Lechwar-Wiśniewska 698 315 560.
07.12.2008 – GALERIA BCK, Rynek – Ratusz, Brzeg g. 12.00 – 16.00 – warsztat z Jarosławem Klejnockim g. 16.10 – 17.10 – spotkanie autorskie Jarosława Klejnockiego, prowadzenie: Piotr Makowski
WSTĘP NA WSZYSTKIE CZĘŚCI IMPREZY JEST BEZPŁATNY
|
Piknik pod Wiszącą Skałą (1975)
|
Piknik pod Wiszącą Skałą / Picnic at Hanging Rock (1975)

http://www.imdb.com/title/tt0073540/ http://www.filmweb.pl/f30680/Piknik+pod+Wisz%C4%85c%C4%85+Ska%C5%82%C4%85,1975 http://pl.wikipedia.org/wiki/Piknik_pod_Wisz%C4%85c%C4%85_Ska%C5%82%C4%85
|
produkcja: Australia gatunek: Dramat data premiery: 1994-04-22 (Polska) , 1975-08-08 (Świat) reżyseria Peter Weir scenariusz Cliff Green zdjęcia Russell Boyd muzyka Bruce Smeaton na podstawie: powieści Joan Lindsay
Magia Petera Weira (DVD) Nakręcony w 1975 roku na podstawie powieści Joan Lindsay "Piknik pod Wiszącą Skałą" przyniósł reżyserowi międzynarodową sławę. Film opowiada historię kilku uczennic szkoły średniej, które w dniu w dniu Świętego Walentego w 1900 roku wybierają się na piknik. Podczas wyprawy trzy z nich, wraz z nauczycielką giną bez śladu. Wiadomo tylko, że poszły zwiedzać tajemniczą skałę. Poszukiwania spełzają na niczym. Co wydarzyło się tamtego popołudnia? Dlaczego czwarta z dziewcząt, która brała udział we wspinaczce na nic nie pamięta?
W miarę rozwoju wypadków te pytania przestają mieć znaczenie. Bo nie rozwikłanie zagadki, czy też niemożność jej rozwikłania są tu najważniejsze, ale tajemnica, która tkwi w każdym obrazie, w każdym precyzyjnie wyważonym słowie. Peter Weir nie daje żadnych rozwiązań, a jedynie podpowiedzi, z których możemy korzystać. Interpretacja rzeczywistości należy wyłącznie do nas. To między innymi powoduje, że "Piknik..." ze swą aurą tajemniczości tak działa na wyobraźnię, zwłaszcza wizerunek niezwykłej, niemal hipnotyzującej skały, będącej symbolem nieskończoności i dominacji wszechobecnych sił natury nad egzystencją człowieka. Opowieść toczy się w zwolnionym tempie, które pozwala skupić się na każdym niemal ujęciu. Poetycka narracja, odgłosy groźnej, dzikiej przyrody, wspaniałe zdjęcia i muzyka, z pobrzmiewającą w tle fletnią Pana tworzą niepowtarzalny klimat filmu, powodujący że nawet przez chwilę nie wątpimy, że mamy możliwość obcowania z czymś niepowtarzalnym. Agnieszka Majewska
|

napisy pl dodane wersja rmvb
|
Ignacy Krasicki
|
Ignacy Krasicki herbu Rogala (ur. 3 lutego 1735 w Dubiecku, zm. 14 marca 1801 w Berlinie) – biskup warmiński od 1767, arcybiskup gnieźnieński od 1795, książę sambijski, hrabia Świętego Cesarstwa Rzymskiego, poeta, dramaturg i publicysta.
Jeden z głównych przedstawicieli polskiego Oświecenia. Nazywany księciem poetów polskich.
Jako biskup warmiński (od 1767) z rozmachem urządzał swoje rezydencje w Lidzbarku i Smolajnach. Z racji pełnionej funkcji zasiadał w Senacie Rzeczypospolitej.
W 1781 r. wydał nakładem drukarni Michała Grölla w Warszawie dwutomowy Zbiór potrzebniejszych wiadomości, drugą po Nowych Atenach polską encyklopedię powszechną. Jest również autorem dzieła uznawanego za pierwszą polską powieść (Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki). Tworzył głównie bajki, satyry i poematy heroikomiczne.
Krasicki Ignacy, Lew i zwierzęta
Lew, ażeby dał dowód, jak wielce łaskawy, Przypuszczał konfidentów do swojej zabawy. Polowali z nim razem, a na znak miłośći On jadł mięso, kąpanom ustępował kośći. Gdy się więc dobroć taka rozgłosiła wszędy, Chcąc im jawnie pokazać większe jeszcze względy, Ażeby się na łasce jego nie zawiedli, Pozwolił, by jednego spośród siebie zjedli. Po pierwszym poszedł drugi i trzeci i czwarty. Widząc że się podpaśli, lew choć nie obżarty, Żeby ująć drapieży, a sobie zakału, Dla kary, dla przykładu zjadł wszystkich pomału.
Krasicki Ignacy, Ptaszki w klatce
"Czegóż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody - Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody". "Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę; Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę
|
Rzymscy papieze http://edward835.webpark.pl/art1.html
|
chrzescijanin napisał/a: Polecam Koran wydany przez Panstwowy Instytut Wydawniczy - wstep.
Szkoda pieniędzy na literaturę pogańską, wielbiącą fałszywego "boga". Prosze o wskazanie mi źródeł naukowych, czy w internecie. I nie jednej tylko publikacji, wyrażającej poglądy tylko piszącego. Proszę o rzeczowe opracowanie naukowe na ten temat. |
"Koran" , przełożył Józef Bielawski, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 1986, str. 973 Jest to opracowanie naukowe - Panstwowy Instytut Wydawniczy nie jest zaangazowany religijnie, i jako publiczna jednostka naukowa finansowana z budzetu panstwa ( http://www.piw.pl/bip_piw/index.php ) - jest odpowiednim zrodlem bezstronnej wiedzy. Jesli nadal chcesz trwac w swej niewiedzy - Twoja sprawa.
=== Państwowy Instytut Wydawniczy http://www.piw.pl/bip_piw/index.php Państwowy Instytut Wydawniczy (PIW) - polskie wydawnictwo powstałe w 1946, z siedzibą w Warszawie. Specjalizuje się w literaturze pięknej, historii i filozofii społecznej. PIW wydaje znane i cenione od lat serie wydawnicze jak Rodowody Cywilizacji, Biblioteka Myśli Współczesnej (zwana popularnie "plus, minus, nieskończoność"), Biografie Sławnych Ludzi, czy Współczesna Proza Światowa. PIW jest również wydawcą publikacji encyklopedycznych. Do najbardziej znanych należą m.in. Literatura polska Jana Tomkowskiego, Słownik mitów i tradycji kultury Władysława Kopalińskiego, polska wersja Skrzydlatych słów, Księga cytatów. PIW jest właścicielem polskich praw autorskich do powieści Hermana Hessego i Milana Kundery. Serie wydawnicze PIW [http://www.piw.pl/bip_piw/index.php] Bibliotheca Mundi Współczesna Proza Światowa Ostroga. Książki najlepsze Klub interesującej książki Biblioteka Poetów Kolekcja Poezji Polskiej XX Wieku Kolekcja Prozy Polskiej XX Wieku Nowa Proza polska Lit. piękna i popularnonaukowa Rodowody Cywilizacji Życie Codzienne Biografie Sławnych Ludzi Biblioteka Myśli Współczesnej Jako jednostka publiczna jest w http://www.piw.pl/bip_piw/index.php
|
Sposób na nudę
|
Uwagi do poprzedniego postu Rei.
Rei – jesteś indywidualnością – rodzajem oryginału w świecie dziewcząt. Masz też dar (jak na kobietę) używania rozumu i niezłą prezencje. Jeżeli te talenty i dary natury zmarnujesz przez tremę, to Opatrzność ukarze Cię pypciem na języku i swędzącymi pryszczami na pupie! Weź się za tremę póki czas. Co do recept, znajdziesz je w podręcznikach psychologii - czytasz rozumnie już umiesz. A metodę testu z dyktafonem nie odrzucaj tylko sprawdź. Wierz mi – działa!
Moja rada - musisz się nauczyć (jako choleryk) wierzyć, że ludzie wokół Ciebie są dobrzy, życzliwi, gotowi Ci podać rękę w potrzebie. Oducz się też bez potrzeby oceniać ludzi i ich intencje – to podstawowa wada osobowości choleryków. Wada, której cholerycy nie mogą się wyzbyć w publicznych wystąpieniach. Polecam ci też lekturę z filozofii (sofistyki) autor; T. Pszczołowski – Umiejętność przekonywania i dyskusji. (to wydanie z 1963 roku – ale lepszego podręcznika po tym, jeszcze nie wydano.
Uwagi do poprzedniego postu małej.
Pozwolisz mała, że z racji pozycji dziadka - a dziadkowo wolno - skomentuję Twój upór w opinii na temat lektur. Po pierwsze, nie masz racji twierdząc, ze są lektury w których archaizm słownictwa zniechęca cię do czytania. Nie wiesz co tracisz! Kiedyś po lekturze „Chłopów” i chyba pod wpływem archaizmów z trylogii Sienkiewicza, może i z reprintów powieści Kraszewskiego dość swobodnie operowałem językiem staropolskim w klimacie „szlachcica – sarmaty”. (nie byłem wyjątkiem) I jakoś wówczas, zdarzyło mi się być w towarzystwie znudzonych atrakcyjnych dziewcząt, więc zacząłem je bawić podrywaniem w stylu herbowego szlachcica. Szło mi dobrze, bo stałem się wtedy gwiazdą wieczoru. Ileż ja potem serc niewieścich zdobyłem używając właśnie archaizmów w podrywaniu? Ileż razy, jeszcze teraz, kiedy jestem zmuszony do publicznego wystąpienia wobec smętnego audytorium, używam tego słownictwa budząc towarzystwo z nostalgii prozy dnia codziennego. I jeszcze mi się nie zdarzyło, by komplementując damę w stylu sarmaty, nie pozyskałbym jej łaski w przychylnym i uprzejmym załatwieniu sprawy czy prośby. I może trochę refleksji o stylu i słownictwie współczesnego młodzieżowego języka. Może przykład fragmentu dialogu miłosnego Oleńki z Andrzejem Kmicicem:
Kmicic:: - Olka, kręcisz mnie seksualnie! Oleńka; - Sorki - spadaj.. Kmicic; - Nie nawijam! Oleńka: - Ściemniasz? No i tak dalej. To prawda, nie jest to język archaiczny a jaki poetycki! Bez wątpienia, trzeba przetłumaczyć Trylogię na polski współczesny, wówczas będzie chętnie czytany ze zrozumieniem.
|
Literatura
|
Tegorocznego Nobla z literatury otrzymał jeden z czołowych pisarzy francuskich Jean-Marie Gustave Le Clezio. W uzasadnieniu przyznania nagrody napisano, że urodzony w 1940 r. pisarz jest "autorem nowych horyzontów, poetyckiej przygody i zmysłowej ekstazy, badaczem człowieczeństwa w oderwaniu od uwarunkowań cywilizacyjnych".
Jean-Marie Gustave Le Clezio już od kilku lat był wymieniany wśród kandydatów do tego prestiżowego wyróżnienia. Francuz jest autorem blisko 30 książek. W 1978 roku opublikował "Mondo et autres histoires", powieść, która jest uznawana za jedno z ważniejszych dokonań współczesnej literatury francuskiej. W Polsce znane są trzy jego książki - "Protokół", "Pustynia" i "Onitsza".
Le Clezio urodził się w Nicei w 1940 roku. W 1963 roku odniósł sukces literacki swoją pierwszą powieścią "Le Proces Verbal", która została uhonorowana nagrodą Renaudot. Od 1967 do 1970 roku wielokrotnie podróżował do Panamy, gdzie mieszkał wśród Indian i poznawał ich język. Zainteresowanie kulturą indiańską znalazło odbicie w kilku jego książkach, między innymi w "Hai". Pisarz tworzy prozę eksperymentalną, związaną z tzw. nową powieścią. Demonstruje w niej swój sprzeciw wobec współczesnej, zautomatyzowanej cywilizacji.
Le Clezio Jean Marie zajmuje się również tłumaczeniem mitów indian północnoamerykańskich. Przez kilka lat wykładał na uniwersytecie stanu Nowy Meksyk w USA.
Wśród faworytów do tegorocznego literackiego Nobla wymieniani byli między innymi: niemiecka pisarka Herta Mueller, poeta z Korei Południowej Ko Un, izraelski pisarz Amos Oz, Carlos Fuentes z Meksyku i włoski eseista Claudio Magris.
Polscy pisarze czterokrotnie otrzymywali literackiego Nobla. W 1905 roku - Henryk Sienkiewicz, w 1924 - Władysław Reymont, a w 1980 roku - Czesław Miłosz. Ostatnią polską noblistką była Wisława Szymborska, która otrzymała nagrodę w 1996 roku.
Przez 107 lat przyznawania Literackiej Nagrody Nobla siedem razy nagrody nie przyznano, a czterokrotnie wyróżniono nią dwie osoby. Wśród laureatów znalazło się zaledwie jedenaście kobiet.
Najczęściej Nobla dostawali pisarze i poeci z obszaru języka angielskiego - 22 razy. Ustępują im liczebnością Skandynawowie (nagrodzeni 14 razy) oraz twórcy francuskojęzyczni, których na liście noblistów jest 12. Dwanaście razy odbierał też Nobla literat niemieckojęzyczny. Kolejna grupa laureatów nagrody Nobla to Słowianie (11), w tym czwórka Polaków oraz czwórka Rosjan, jeden Jugosłowianin i jeden Czech. Listy nagrodzonych Słowian dopełnia Josif Brodski, piszący zarówno po rosyjsku, jak i angielsku (nagrodę otrzymał jako obywatel USA).
(WP.pl)
Przyznam się bez bicia, że tegorocznego laureata nie znałem, ani osobiście, ani też z twórczości. Niewiele mogę więc powiedzieć na temat jego pisarstwa.
|
Jacek L. Komuda
|
| To co biedaka skusiło, by brać, spodziewał się czegoś innego? Poza tym – czyżby FS dorobiła się famy w "poważnych" środowiskach? |
Sam mu ten plakat dałem, bo dostałem całą paczkę plakatów do rozdania na targach. Wszystkie poszły w 5 minut. Co do famy, to nie raz przekonałem się bardzo dobrze, że książki Fabryki są bardzo dobrze znane w środowisku wydawców. Ale wśród tzw. literatów, czyli np. w jakiejś Lampie i Iskrze, albo innym Brulionie poetyckim, nasze utwory są albo zbywane pogardliwym milczeniem, albo przyjmowane z wrogością, jako literatura niskich lotów. Natomiast nie można mylić środowiska literackiego (czyli zzwyczaj jakichś darmozjadów wydających pisemka literackie za pieniądze z naszych podatków) ze środowiskiem dziennikarskim. Co innego recenzja mojej książki w Lampie, czy jakimś bzdurnym pisemku literackim, a co innego w Gazecie Wyborczej, czy Przekroju. Normalni dziennikarze z działów kulturalnych, albo z telewizji są znacznie bardziej chętni do współpracy i pisania o nas, niż tzw. krytycy literaccy. Ale z drugiej strony i tak pisma literackie tzw. głównego nurtu nie mają ŻADNEGO wpływu na rynek. O ile recenzja np. w Dzienniki, czy Wyborczej jest w stanie oddziaływać na potencjalnego czytelnika, o tyle jeśli moją książkę skrytykują np. we wspomnianej Lampie, to kij im w rzyć, kobylim mineciarzom, bo ich pisma i tak prawie nikt nie czyta. Problem z dzisiejszą literaturą głównego nurtu polega na tym, że w znacznej większości nie nadaje się ona do czytania. Dominującą formą nie jest powieść, ale różnego typu eseje z elementami autobiografii (to się pewnie jakoś nazywa, ale nie wiem jak). Tak jest np w przypadku najnowszej książki Tokarczuk, Stasiuka (Dojczland), Witkowskiego itd. A najgorsze, że polska literatura to ciągle jakieś dzieła rozrachunkowe, pełne dziejowej traumy, Katynia, II wojny światowej. Weźmy na ten przykład ostatnią laureatkę NIKE, czyli Traktat o łuskaniu fasoli Mysliwskiego. A więc mamy tam: - Znowu II wojna światowa - Wiocha w Polsce - Przyjeżdżają Niemcy - Rozstrzeliwują. - Przychodzą komuniści. - Rozstrzeliwują. - Werbują do UB. W tle oczywiście Katyń i Jałta. I ja już mam tego serdecznie dość. Dość mam czytania o traumatycznych przezyciach narodu polskiego. Ile będziemy przeżywać razem z pokoleniem 60- latków II wojnę, Jałte, Poczdam, komunę i tajnych wspólpracowników UB. Co mna zrobić dzisiaj młody człowiek, który chce poczytać dobrą książkę polskiego autora? Pozostaje mu tylko fantastyka
|
Terminy i opóźnienia czyli na pochyłe drzewo...
|
Gdzie trzech się bije tam trzeci korzysta. Przeczytałem dyskutantów, zajrzałem tam i ówdzie i wyszło mi cos takiego.
| Coraz więcej też napotykałem odniesień do różnych lektur, czy też filmów, parafrazowania poetów, a czasem i postaci historycznych (jak np. parodia mowy Churchilla)*. Na pierwszy rzut oka widać, że autor pisząc książkę, a wcześniej rozgrywając sesję RPG bawił się wyśmienicie i to jest znakomita rzecz, bo przenosi się to na strony powieści i na satysfakcję czytelnika. |
| * Zastanawiam się, czy takie nawiązania są specyficzne dla polskich autorów, czy też raczej zdolności polskich czytelników w zakresie ich wykrycia są ponadprzeciętne. Jakoś nie widzę, żeby w innych krajach taki trend występował. |
Vaninie, rozpoznajesz te słowa? Tak, tak, są Twoje własne. Bawisz się w krytyka literackiego, strasznie poważnego, a tymczasem gubi Cie podstawowy brak wiedzy i oczytania. Tim Powers, Henry Kuttner, Robert Sheckley, czy wreszcie Terry Pratchett - wszystkich ich i ich dorobek, debiuty i osiagnięcia zostały przez Ciebie uśmiercone lub wręcz zniweczone. Te nazwiska to oczywiście tylko garstka wybranych autorów. Co ich wiąże? Wiąże ich to, że wszyscy oni w swoich utworach wykorzystywali parodię i parodiami zdobyli popularność.
Gdybym był też zachodnim czytelnikiem, poczułbym się obrażonym tym wywyższaniem zdolności polskiego czytelnika.
Krótko mówiąc - krytykując innych trzeba się liczyć z tym, że samemu można być skrytykowanym. A gdy wychodzi przy tym brak elementarnej wiedzy i oczytania...
*powyższy tekst nie powstał na niczyje zamówienie, jest jedynie wyrażeniem specyficznych poglądów jego autora, który nie znosi porażającej ludzkiej głupoty oraz bezpodstawnego wywyższania się. Chris R.
|
Jerzy Pilch
|
| do "Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści" jakos nie mogę się zmusić. Przeczytałam jedno opowiadanie i mam dosyć. |
Z tym pierwszym opowiadaniem to jest w ogóle jakiś wałek towarzyski (chyba), którego meandry są, niestety, dla mnie niejasne . Ostatnio spotkałem się z licznymi zarzutami co do utworów Pilcha: że nie ma nic do przekazania, że jest erotomanem gawędziarzem, który nie może się odważyć na mocną scenę erotyczną, itd. itp.
Mi pasują pomysły Pilcha a swoją narracją zwyczajnie mnie roztapia; nieraz czytam jakieś zdanie kilkukrotnie bo nie mogę go tak zwyczjnie tylko omieść wzrokiem.
****************************

Bezpowrotnie utracona leworęczność
Wydawnictwo Literackie oprawa broszurowa . 248 str Cena detaliczna: 29,99 zł
Twórczość Jerzego Pilcha nie wymaga specjalnej rekomendacji. W swojej książce Pilch rejestruje różnorodność życia społeczno-obyczajowego współczesnej Polski, łącząc swe obserwacje z nostalgiczno-ironicznymi wspomnieniami z okresu dzieciństwa i młodości. Oryginalność obserwacji, humor i sarkazm, błyskotliwe paradoksy i groteska to dodatkowe atuty autobiograficznej prozy Pilcha. Jerzy Pilch wybitny prozaik, autor Monologu z lisiej jamy (1996), zbioru opowiadań pt. Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej (1988), powieści Spis cudzołożnic (1993), Tysiąc spokojnych miast (1998), felietonów opublikowanych w zbiorach Rozpacz z powodu utraty furmanki (1994) oraz Tezy o głupocie, piciu i umieraniu (1997), które znalazły się w siódemce najlepszych książek roku, nominowanych do Nagrody NIKE 98."
RECENZJE "Żeby użyć modnego ostatnio wyrażenia: powstał J.Pilch przydrożny. Jest to uważne, krótkie i śmieszne, niczym reportaż i felieton, a głębokie jak proza poetycka czy powieść autobiograficzna. (...) Z bólem kończę obcowanie z najlepszą jak dotąd książką Jerzego Pilcha". Szymon Hołownia, Gazeta Wyborcza 13.10.1998 ********
Jak widać książka jest z 1998 roku, a teraz szaleją kolejne wydania (mój egz. pochodzi z 2006 roku - wydanie IV) co wskazuje, że Pilch ma się dobrze na rynku czytelniczym. Tu są właśnie takie króciutkie Pilchowskie formy literackie, gdzie autor jedzie po krawędzi wkładając w usta narratora wypowiedzi typu: "Ja Pilch..." czy wymieniając z nazwiska literatów i redaktorów będących bohaterami. Nie ma tu fabuły jako takiej, więc pozycja dla fanów lub kogoś kto chce sobie wieczorami, przez miesiąc, wciągać po dwa fragmenty
Jedna historyjka w czytelni.
|
Gułagi Giertycha
|
PAP, Gal/ 2007-07-07 18:05:00
Kanon lektur bez pisarzy pochodzenia żydowskiego?
Politycy SLD uważają, że z nowego kanonu lektur, który opracował wicepremier, minister edukacji Roman Giertych (LPR), wypadło 6 polskich pisarzy i poetów, ze względu na ich żydowskie pochodzenie lub dlatego, że byli zaangażowani w pomoc Żydom. Wicepremier odrzuca te zarzuty, nazywając je absurdem.
Sekretarz generalny SLD Grzegorz Napieralski uważa, że jeśli przypuszczenia Sojuszu potwierdzą się, sprawę lektur powinien zbadać Rzecznik Praw Obywatelskich. Według szefa Biura Programowego Sojuszu Tomasza Kality, Giertych wykreślił ze spisu lektur szkolnych poetów: Jana Lechonia i Kazimierza Wierzyńskiego oraz pisarzy: Marię Konopnicką, Brunona Schulza, Witolda Gombrowicza i Stanisława Lema.
- Wszyscy ci pisarze, oprócz Konopnickiej, mają żydowskie pochodzenie. Konopnicka była natomiast bardzo zaangażowana w obronę Żydów - stwierdził Kalita.
Szef Biura Programowego Sojuszu powołuje się na opinie polonistów i byłych ekspertów resortu oświaty, którzy - według niego - potwierdzają domysły polityków SLD. - Znając poglądy Romana Giertycha, jego ojca Macieja i ich zaplecza politycznego, można bardzo łatwo te dwa fakty połączyć - dodał Napieralski. - Taki człowiek nie powinien być w rządzie - stwierdził.
Jego zdaniem, trudno zrozumieć przyczyny, dla których szef MEN usunął z kanonu lektur właśnie tych twórców. - To jedyny rozsądny powód - dobór ze względu na pochodzenie - uważa Kalita.
- Tego typu zarzuty to absurd - odpiera wicepremier Giertych. - Jeżeli SLD ma taka wiedzę, to niech ją ma, ale ja nie mam takiej świadomości - dodał.
Nowy kanon lektur szkolnych budzi kontrowersje od kilku tygodni. Pod koniec maja "Gazeta Wyborcza" napisała, że Giertych usunął z niego m.in. utwory Gombrowicza, Witkacego, Franza Kafki i Johanna Wolfganga Goethego. Trzej ostatni pisarze zostali ostatecznie wpisani na listę lektur. Minister edukacji zdecydował ponadto, że uczniowie przeczytają obowiązkowo m.in. cztery powieści Henryka Sienkiewicza, "Pamięć i tożsamość" Jana Pawła II oraz biografię papieża "Wujek Karol. Kapłańskie lata Papieża" autorstwa Pawła Zuchniewicza, a także jedną powieść Jana Dobraczyńskiego - "Listy Nikodema". Zestaw lektur opracowany przez MEN skrytykował minister kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierz Michał Ujazdowski.
|
Powieść w miesiąc?
|
| Korzyści z tego są następujące: | -coś dobrego się trafić może
E tam, z całej tej masy wydano jedną powieść, do dwóch sprzedano prawa. Co to za wynik?
|
Przecież tu nie chodzi o wydanie powieści, tylko dobrą zabawę? A gdy zabawa jeszcze czegoś nauczy?
| -ludzie piszą, mając coś do roboty, poza wgapianiem się w TV;)
Tu się zgadzam, od patrzenia w tiwi wszystko jest lepsze
|
Np na BB:) I nie mówimy o Brigitte Bardot, np:)
| -mnóstwo ciekawych ludzi można przez to poznać.
Jak wszędzie w necie czy poza nim, więc tu akurat żadna przewaga
|
Nie sądzę, że wszędzie. Wszędzie trzeba mieć szczęście, np. na kanale "sex" masz 1:10 że ciekawego człowieka spotkasz;)
| A Big Brother... cóż - wszystko zależy od wykonania. Mógłbyś równie dobrze | powiedzieć, że fantastyka to porażka, bo większość tej literatury to | naprawdę chała - jeśli chodzi o PORZĄDNĄ literaturę - już nie mówiąc o | arcydziełach.
OK, ale mimo wszystko nie słyszałem o edycjach BB na miarę arcydzieła
|
Podobno polskie było w standardach biogbrotherowych świetne;) Mówię o pierwszym:) A poważnie - to jest tak, jakbyś od filmów klasy Z oczekiwał, że będą dobre;)
| Skoro zaś już jesteśmy przy tym temacie - to czy apoteozą głupoty swoistą | nie jest w Twoim rozumieniu rozdawanie Zajdli? Przecież bądź co bądź | przyznają nagrodę czytelnicy, i to powieści NAJPOPULARNIEJSZEJ. Nie apoteoza | głupoty jak BB?
Chyba nie, bo w przypadku takiego konkursu piękności czytelnik ma jakiś wybór, który ostatecznie może nam nawet pasować:)))
|
Cóż - w BB też widzowie przyznawali prawo pozostania temu, który się bardziej podobał. Czyli - jak rozumiem - Zajdla dostaje powieść NAJPOPULARNIEJSZA?
Zresztą prawdę mówiąc nie mam już takich dylematów. Proste prawo wyboru i tyle. Nie wzrusza mnie specjalnie, że jakiś gniot sprzedaje się w nakładzie 100 tysięcy, a coś wartościowego leży na półkach. Tak wygląda piramida społeczna, tak działają prawa rynku. Dzięki nim zresztą odsiano rzeszę pisarzo-poetów potrafiących jedynie grzebać we własnej pokręconej duszy, rozpamiętujących porażki na wuefie, łkających do dziewczyn, które im sie przyśniły, wysyłających zapiski nt. własnej fizjologii na Wielki Międzynarodowy Konkurs Twórczości Prozatorskiej Koluszki Dolne tysiąc ileś tam. To jakiś pozytyw, przyznaj.
|
Hmmmmmm - nie bardzo rozumiem CO odsiało? Prawa rynku, które stworzyły Harry Pottera? I to jest lepsze i nie o kompleksach, bo SIĘ SPRZEDAJE?
Jakiś czas temu w "Polityce" była recenzja (negatywna) książki faceta z pokolenia lat 60.tych. Jest rok 2003, a on ma rozterki duchowe, nie może przeboleć pauperyzacji (IMHO rzekomej) inteligencji w kapitaliźmie, czasy takie trudne, dusza boli, czytać nikt go nie chce jak dawniej, płacić tym bardziej... ogólne ajajaj. A wokół szalejące bezrobocie, zgnilizna w życiu publicznym, korupcja, bandytyzm za przyzwoleniem policji - wrażliwy inteligent tego nie dostrzegł. Widocznie akurat rozważał jakiś ważny dylemat moralny. Gdyby umiał, gdyby siadł na dupę, to może by jakiś kryminał lub
radochę.
|
Czyli, krótko mówiąc, uważasz, że im co prostsze i lżejsze w czytaniu, tym lepsze? Cóż - polecam podziemne przejście pod Dworcem Głównym w Krakowie. Harlequiny kosztują coś 0,50 za sztukę.;) Teraz powiesz, że to ja zaproponowałem pisanie takie. Tak, przede wszystkim dlatego, że większości naszych TWÓRCÓW by się takie ćwiczenie przydało.
wszystkim dlatego mogłoby to być ciekawe. Bo u nas - z 50000 uczestników
wcześniej, a teraz tylko wysłali. I to wszystko:( Pozdro GA
Poza wszystkim zgadzam się z Pilchem, że do pisania trzeba zniechęcać, zniechęcać usilnie. A oni robią konkurs pod zawołaniem "i ty możesz zostać pisarzem". No i fajnie, tylko nadal nie wiemy, po co:)))
Pozdrawiam, Andrzej
|
|
Serce zepsute
|
Ogólnie nie jest dobrze Miguelu. Skoro się już pisze wiersze "tylko z rymami" to dobrze byłoby o te rymy zadbać.
|
Tzn. nie piszę wierszy białych - dorzucam często rymy
U Ciebie dominują rymy proste i niezbyt atrakcyjne (kochało-mało, ogródku-smutku). Dotyczy to również Twoich wierszy na Twojej stronie.
|
Dziękuję bardzo, właśnie dzięki swej prostocie trafiają do każdego i większość ludzi je rozumie. A tak między nami; jakoś na antenie radia są chwalone i nikt nie narzeka - oni je uwielbiają! (A tam są ludzie i poważni poeci)
Poza tym, sam rym nie wystarczy. Trzeba jeszcze do tego dodać trochę rytmiki. Przy czytaniu poniższego wiersza rytm co rusz się zacina.
|
A najlepiej dodać perkusję i trochę basów... OK?
Ale rymy i rytm to akurat najmniejszy problem. Problemem wydaje się tu być raczej język polski. "Wyrzucam go"? Chyba "wyrzucam je"? Tak przynajmniej sugerowałaby gramatyka. No chyba, że Twoje serce jest rodzaju męskiego. Np. Jan Serce. Ale wtedy akt zakopywania go w ogródku nabiera zupełnie innego zabarwienia.
|
Sądząc po analizie, chyba jesteś chemikiem, bo zabarwia się papierek lakmusowy, albo może grabarzem bo tyle wiesz o zakopywaniu.
No i najważniejsze: SENS. Szesnaście wersów tylko o tym, że p.l. zakopał serce, żeby nie bolało? Poza tym jak to jest? To on je wyrzucił na śmietnik czy zakopał? A w drugiej strofie wyrzucone już serce dalej robi swoje? To po co wyrzucać?
|
A czy rozróżniasz "wyrzucam" od "wyrzuciłem"? Może i serce robi swoje, ale przed wyrzuceniem. Chciałem go trochę nastraszyć wyrzuceniem, ale to nie poskutkowało. Ostatecznie zakopałem go w ogródku
Wątpie czy Bóg jest akurat najlepszą instancją do której można się zgłosić po kamienne serce. Z tego co mi wiadomo specjalizuje się raczej w miękkich.
|
A pamiętasz Goliata z Biblii? Był twardzielem właśnie dzięki, no komu? Jest jeszcze powiedzenie "jak trwoga to do Boga"
A teraz ja sobie pomarudzę. Po pierwsze; jeśli Ci się nie podoba; nie czytaj. Po drugie; patrząc na Twoje wcześniejsze komentarze, chyba się specjalizujesz w narzekaniu i obsmarowywaniu innych poetów. Po trzecie; rozśmieszyłeś mnie stwierdzeniem, że "całe 16 linijek jest o jednym". Właśnie tak wygląda większość wierszy. Wiersz to nie powieść - prawie zawsze "mówi" o jednym wydarzeniu. Po czwarte; słuchaj radia FAN w następną środę o 21 - ciekawe jak skomentują twój komentarz :-) Po piąte; zacytowałeś mój CAŁY wiersz. Biedni internauci zapłacą kupę kasy za jego dwukrotne ściągnięcie. Po szóste; nie wysilaj się więcej - i tak nic nie zmienisz. Rzeka jest rzeką i będzie płynęła, nawet brudna. Jeśli postawisz tamę - zaleje pola i ucierpią niewinni ludzie.
Pozdrowionka MIGUEL
|
Co czytam? Charles Baudelaire: Albatros
| |
bogdan.p
kama | Charles Baudelaire: Albatros Wierności tłumaczenia ocenić nie mogę. Ale mi osobiście najbardziej podoba się wersja Szymborskiej.
|
Mnie też się najbardziej podoba tł. Szymborskiej, lekkie, zwiewne, niewymuszone. Równe oryginałowi. W myśl Stanisława Barańczaka:
"W sprawach tłumaczenia poetyckiego naprawdę czuję się bardziej praktykiem niż teoretykiem. Jeśli jednak mam jakieś ogólne założenia co do tego, czym jest i jak powinien wyglądać dobry przekład poetycki, to są one istotnie maksymalistyczne. Zakładam, po pierwsze, że wypadku przekładu nie ma najmniejszego sensu przerabianie poezji na nie-poezję /.../ Po drugie, nie ma również najmniejszego usprawiedliwienia przekład poezji dobrej na poezję złą albo nawet przeciętną; wierszy przeciętnych i złych mamy wokół siebie i tak dużo. Innymi słowy, mój maksymalizm sprowadza się do twierdzenia, że jedynym dopuszczalnym postępowaniem w wypadku tłumaczenia wybitnej poezji np. angielskiej na język polski, jest postępowanie takie, w wyniku którego powstaje analogicznie wybitny wiersz w języku polskim. Wszelkie tłumaczenia typu 'ach, przeciez w przekładzie i tak nei da się ocalić poezji', albo 'ach, przecież to tylko przekład, a nie wiersz oryginalny' - w swojej własnej praktyce translatorskiej odrzucam. Jeśli nie udaje mi się przetłumaczyć wiersza tak, że powstaje w moim własnym języku utwór równy poziomem artystycznym oryginałowi (przynajmniej na tyle, na ile w swojej zarozumiałości jestem w stanie to ocenić) - no to trudno, rezygnuję z przekładu, a strzępki brulionów wrzucam do kosza. Na tym właśnie polega 'wierność' wobec oryginału głębsza i istotniejsza niż 'wierność' wobec dosłownych znaczeń słów i zdań. Tłumaczem naprawdę wiernym jest ten, kto szanuje podstawową
tłumaczenie bardzo często bywa rzemiosłem, ale powinno być twórczością. Twórczością w tym samym sensie, w jakim twórczością jest interpretacja dramatu przez inscenizatora, interpretacja preludium Bacha przez pianistę. Czy [wobec tego] trzeba być poetą? Bezwzględnie trzeba, tyle że wypada przy tym pamiętać, iż faktu czyjegoś bycia poetą nie ustanawia żadna legitymacja. Jest wielu ludzi zaliczających sie do poetów, ponieważ wydali pewną ilość tomików wierszy, ale ludzi będących zarazem złymi poetami. Odwrotnie rzecz ujmując, jest też wielu tłumaczy [nie-poetów], którzy /.../ tworzą świetne przekłady."
Tyle mistrz sztuki translatorskiej... nie do końca się z nim zgadzam w kwestii wiersz-proza. Weźmy chociaż przekład prozą Homera przez Parandowskiego. Z pieśni zrobiła się powieść. I też dobrze się czyta. Ale wiadomo skądinąd, że, o ile przekłady się starzeją i trzeba je uaktualniać, o tyle oryginały są ponadczasowe. Ostatnio słyszałam, jak Holoubek mówił, że choć przekłady Szekspira przez Barańczaka są genialnie uwspółcześnione, to jednak na scenie lepiej wypada (wymawia się) "stary" Paszkowski. W "Hamlecie". Bo kto na przykład mówi dziś "Ugłaskanie sekutnicy" (Paszkowski)? Dla nas to - może już na zawsze? - "Poskromienie złośnicy" Sity...
W każdym razie na pewno porównywanie tłumaczeń jest bardzo interesujące (Libera - ten od "Madame" - na przykład przełożył znakomicie "Makbeta", dobrze się słucha). A samemu też przyjemnie próbować. Świetne ćwiczenie językowe. Jak się lubi.
Piękne rzeczy czytasz ostatnio :)
|
Muszę mieć stałą dzienną dawkę literatury pięknej, bo jak mi poziom w mózgu spada i zaczynam być na głodzie, staję się nie do wytrzymania ;).
A albatrosy same zlatują na pokład, nikt ich oczywiście nie łapie, odpoczywają, i raczej są zabawne niż pokraczne.
*kama* :)
|
Co czytam? Charles Baudelaire: Albatros
|
Wlasciwie z przykroscia przeczytalam ponizsze. Kiedys czytalo sie przeklady Baranczaka z zaufaniem do tlumacza i tlumaczenia, niestety, potem "mistrz" zaczal leciec na latwizne, eksponowac siebie, nie zachowywac wiernosci oryginalowi, wyczyniac karkolomne lamance, nie majace nic wspolnego z poezja. Zatem ponizsze jest jakas pusta deklaracja, sprzeczna z rzeczywistoscia.
Polonika
bogdan.p
| kama
| Charles Baudelaire: Albatros
| Wierności tłumaczenia ocenić nie mogę. | Ale mi osobiście najbardziej podoba się wersja Szymborskiej.
Mnie też się najbardziej podoba tł. Szymborskiej, lekkie, zwiewne, niewymuszone. Równe oryginałowi. W myśl Stanisława Barańczaka:
"W sprawach tłumaczenia poetyckiego naprawdę czuję się bardziej praktykiem niż teoretykiem. Jeśli jednak mam jakieś ogólne założenia co do tego, czym jest i jak powinien wyglądać dobry przekład poetycki, to są one istotnie maksymalistyczne. Zakładam, po pierwsze, że wypadku przekładu nie ma najmniejszego sensu przerabianie poezji na nie-poezję /.../ Po drugie, nie ma również najmniejszego usprawiedliwienia przekład poezji dobrej na poezję złą albo nawet przeciętną; wierszy przeciętnych i złych mamy wokół siebie i tak dużo. Innymi słowy, mój maksymalizm sprowadza się do twierdzenia, że jedynym dopuszczalnym postępowaniem w wypadku tłumaczenia wybitnej poezji np. angielskiej na język polski, jest postępowanie takie, w wyniku którego powstaje analogicznie wybitny wiersz w języku polskim. Wszelkie tłumaczenia typu 'ach, przeciez w przekładzie i tak nei da się ocalić poezji', albo 'ach, przecież to tylko przekład, a nie wiersz oryginalny' - w swojej własnej praktyce translatorskiej odrzucam. Jeśli nie udaje mi się przetłumaczyć wiersza tak, że powstaje w moim własnym języku utwór równy poziomem artystycznym oryginałowi (przynajmniej na tyle, na ile w swojej zarozumiałości jestem w stanie to ocenić) - no to trudno, rezygnuję z przekładu, a strzępki brulionów wrzucam do kosza. Na tym właśnie polega 'wierność' wobec oryginału głębsza i istotniejsza niż 'wierność' wobec dosłownych znaczeń słów i zdań. Tłumaczem naprawdę wiernym jest ten, kto szanuje podstawową
tłumaczenie bardzo często bywa rzemiosłem, ale powinno być twórczością. Twórczością w tym samym sensie, w jakim twórczością jest interpretacja dramatu przez inscenizatora, interpretacja preludium Bacha przez pianistę. Czy [wobec tego] trzeba być poetą? Bezwzględnie trzeba, tyle że wypada przy tym pamiętać, iż faktu czyjegoś bycia poetą nie ustanawia żadna legitymacja. Jest wielu ludzi zaliczających sie do poetów, ponieważ wydali pewną ilość tomików wierszy, ale ludzi będących zarazem złymi poetami. Odwrotnie rzecz ujmując, jest też wielu tłumaczy [nie-poetów], którzy /.../ tworzą świetne przekłady."
Tyle mistrz sztuki translatorskiej... nie do końca się z nim zgadzam w kwestii wiersz-proza. Weźmy chociaż przekład prozą Homera przez Parandowskiego. Z pieśni zrobiła się powieść. I też dobrze się czyta. Ale wiadomo skądinąd, że, o ile przekłady się starzeją i trzeba je uaktualniać, o tyle oryginały są ponadczasowe. Ostatnio słyszałam, jak Holoubek mówił, że choć przekłady Szekspira przez Barańczaka są genialnie uwspółcześnione, to jednak na scenie lepiej wypada (wymawia się) "stary" Paszkowski. W "Hamlecie". Bo kto na przykład mówi dziś "Ugłaskanie sekutnicy" (Paszkowski)? Dla nas to - może już na zawsze? - "Poskromienie złośnicy" Sity...
W każdym razie na pewno porównywanie tłumaczeń jest bardzo interesujące (Libera - ten od "Madame" - na przykład przełożył znakomicie "Makbeta", dobrze się słucha). A samemu też przyjemnie próbować. Świetne ćwiczenie językowe. Jak się lubi.
| Piękne rzeczy czytasz ostatnio :)
Muszę mieć stałą dzienną dawkę literatury pięknej, bo jak mi poziom w mózgu spada i zaczynam być na głodzie, staję się nie do wytrzymania ;).
A albatrosy same zlatują na pokład, nikt ich oczywiście nie łapie, odpoczywają, i raczej są zabawne niż pokraczne.
*kama* :)
|
-- Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
|
# warto?
| |
Gracjan
| nie wiadomo o co chodzi, a sprawa jest prosta. Włodek poświęcił sporo czasu | na szczegółowy rozbiór słabego tekstu. | Może po prostu nie było warto. I poświęcił zbyt wiele czasu na coś, | czego | lepiej było nie zauważyć? | Ja sam przeczytałem rzeczony 'wiersz' trzykrotnie, za każdym razem | uzmysławiając sobie, że jest jeszcze gorzej niż myślałem i rezygnując | wreszcie z komentarza.
o, tu się podłączę w sprawie wiersza App, witaj, Andrzeju :)
"jest jeszcze gorzej niż myślałem" jest wypowiedzią o Twoim odbiorze wiersza, ale nie o wierszu.
|
Dlatego nie brałem udziału w dyskusji na temat wiersza, bo odbiór przesłonił mi sam wiersz :) nie odbieram dobrze tekstów poetyckich będących mieszanką ralacji Warszawa-Berlin jakby wyciętej z gazety z neoromantyzmem młodej polski - dla mnie to raczej fajny motyw na powieść fantasy w styli Neila Gaimana.
nie skracać. Włodek tego typu prozatorskie zapędy pracowicie z tekstu wyłowił. A to, że wreszcie pod koniec dyskusja wyglądała tak jak wyglądała, to żaden powód do składania broni. Najpiękniejsza w życiu jest róznorodność sposobów na postrzeganie świata, i odmienny stosunek do znaków je opisujących. To temat zarówno do osobistego wyrażania jak i dyskusji o tym jak to odczuwamy. Twórca, który nie zastanawia się jak to, co napisze może zostać zinterpretowane, i nie zastanawia się jakie są tego przyczyny, wygląda jak ktoś, który zauważa własną odrębność, lecz czytelników samych traktuje jak niepodzielną masę. Potem się dziwi, że nie wszyscy czytają go w ten sam sposób.
a
mój odbiór jest zgoła wręcz przeciwny. ale - jak wszyscy inni (tu i gdzie indziej) - i ja nie mam wiedzy boskiej, która uprawniałaby mnie to rozdzielania ocen odnośnie absolutnej wartości wiersza/y. natomiast nie dam sobie odebrać prawa do subiektywnego oceniania co nie byłoby niczym szczególnym, bo to każdy może, gdyby nie fakt, że uważam siebie za czytelnika o wyrobionym smaku, oczytanym, obeznanym w temacie, doświadczonym, a w ogóle to poważnym... tu oczywiście zderzam się czołowo z innymi czytelnikami, którzy to samo pochlebne zdanie mają o sobie samych, ale ja mam mocne zderzaki i nie dam się uszkodzić ;). bo jak by to wyglądało, gdybym teraz, po przeczytaniu wszystkich opinii stwierdziła: aha, czuję się powalona wnikliwością analizy tej czy tamtej oraz ilością ocen negatywnych i uznaję ich wyższość nad moją opinię, wiersz jest do luftu, a mój gust do bani. otóż nie czuję się powalona ;). ilość negatywnych ocen może świadczyć o wierszu, nie przeczę, ale może też świadczyć o oceniających. i świadczy! wiersz do nich nie trafia, bo akurat są ubodzy w tę długość fali. zwracam uwagę na słowo "ubodzy". i tyle.
to tyle :)
gorąco z Krakowa :)
e.
|
|
godzina poranna
|
----- Original Message -----
Sent: Wednesday, June 01, 2005 11:31 PM Subject: Re: godzina poranna
[nie cytując, bo ogólnie]
1. Nie uważam jazdy wozem drabiniastym za archaizm. Nie użyję nowego słowa na opis tej sytuacji, gdyż stare wystarczą.
2. A więc jesteś jak Picasso: najpierw się nauczyłeś perfekcyjnie warsztatu, a potem udajesz, że go nie znasz i nie stosujesz. A ja Cię głupi traktowałem poważnie z Twymi deklaracjami.
3. Skoro jesteś znawcą literatury, zdajesz sobie sprawę z tego, jaki chłam i koszmar funkcjonował w ubiegłych wiekach w literaturze, chociażby wśród powieści tendencyjnych pozytywizmu polskiego, a także wśród poetów doby romantycznej. Nie widzę powodu, by obciążać oskarżeniami akurat naszą epokę i narzędzia tu dostępne i stosowane.
4. Uważam, że sformułowanie "przysiadł się do mnie na ławkę" jest prawdłowe i zrozumiałe, odpowiada kontekstowi wypowiedzi, wypełnia reguły zarówno dawnej jak współczesnej polszczyzny. Argumenty podałem poprzednio. Zarzuty stawiane autorowi tego zdania odrzucam. Zdanie "Efekt Twojego rozumowania: zgodność przypadków ważniejsza niż kontekst kulturowy, czy historyczny" uważam za nonsensowne - za zawierające myśl rażąco nieprawdziwą i w dodatku niepowiązaną z rzeczywistością:uwzględniam zarówno kontekst wypowiedzi jak jej treść, którą jednoznacznie wskazuje forma tej wypowiedzi (inna forma wskazywałaby na inną treść).
5. Problem korzystania ze słowników uważam za część problem udziału refleksji w odbiorze tekstów literackich - czyli za problem uważnego czytania każdego słowa czytanego tekstu. Jest to kwestia umiejętności oraz w ogóle uznawania potrzeby tej umiejętności, związana z treningiem w myśleniu, w zwracaniu uwagi na prawidłowość używanych słow, a to wiąże się z chęcią prawdziwego zrozumienia, prawdziwego odczytania. Jeśli tej chęci brakuje - nie ma odczucia potrzeby treningu, pozostają tylko pierwsze wrażenia, emocje. Przyznam, że przeszedłem pewien specjalistyczny trening czytania tekstów, na pewno nieco odbiegający od czytania humanistycznego w potocznym znaczeniu tego słowa, i że mam nadmierne oczekiwania wobec innych - mniej wytrenowanych. Ale uważam, że istnieje pewien podstawowy poziom, którego można wymagać od każdego. Poziom elementarnej analizy, uważności, dokładności. Uważam, że brak tego poziomu - a nie korzystanie ze słowników lub przestrzeganie niby-przestarzałych reguł - wiąże się z obecnymi klęskami cywilizacyjnymi. Przeciwnie - nawet niewolnicze trzymanie się słowników uczy analizy, uważności. Jest pod tym względem lepsze niż Twój program pozytywny (przecież go masz?).
Marek P.
|
co to jest wiersz?
|
| a co powiesz na to, że poezja jest formą? | I niczym więcej?
|
powinnam może dodać, że też się z tym poglądem nie zgadzam, nie jest on mój tylko ostatnio usłyszałam go od pewnego uznanego już poety, a później to samo "wypsnęło" się doświadczonemu tłumaczowi dlatego mnie to zainteresowało i ciekawa byłam waszych opinii
Doskonale zdajesz sobie sprawę z faktu, że forma poezji jest bardzo zmienna i uwarunkowana zarówno kulturowo, jak i czasowo. W tych czasach, którymi ja z lubością się zajmuję, poezję zapisywano "jak podleci", czyli ciurkiem jak prozę. A proza w dzisiejszym znaczeniu oczywiście nie istniała, nie istniała (jak wiesz) bardzo długo, praktycznie do XVIII wieku. Potem też miała spore kłopoty z przebiciem się. A to dlaczego? Bo proza jest objawem wzmożonego indywidualnego czytelnictwa, umiejętności samodzielnego czytania. Poezja jest dzieckiem recytacji, dlatego zachowała do dziś podstawowy wyróżnik - taki lub inny rym, ewentualnie rytm.
|
oki, rozumiem ładnie powiedziane chociaż ostatnio bywam na wieczorkach poetyckich gdzie na głos czytane są współczesne wiersze i powiem szczerze, że nie mają one rymu i rytmu o których piszesz słuchając tych wierszy, mam wrażenie, że to skondensowana proza pewien rytm oczywiście w tym jest ale proza też ma swój rytm to tylko moje luźne uwagi które oczywiście poddaję pod dyskusję tu nie ma pewników i niepodważalnych prawd :) na tych wieczorkach właśnie zaczęłam zastanawiać się nad formą wiersza że mi się wydaje, że robi się ona coraz bardziej dowolna i że trochę formalnych sztuczek by się tej nowej polskiej poezji przydało i myślałam to z pozycji całkowitego laika :)
Zaburzony, pełny, niepełny, ale prawie
każdy wiersz nadaje się do recytacji - a przynajmniej powinien dać się wyrecytować.
|
Zapisywanie poezji to właściwie sztuczka mnemotechniczna. Druk
prozy - to czysta konieczność! ;-)
|
bardzo cenna uwaga
Poezja jako czysta forma - dla mnie nie do wyobrażenia, bo pisząc czy tworząc zawsze ma się na uwadze treść, obraz, przekaz. Można go przedstawić w formie sonetu albo białego wiersza. To tak jak z wodą - możesz ją wlać do kryształowej karafki albo do słoja po ogórkach, ale poza zmianą formy w niczym to samej wody nie zmieni (chyba, że w słoju pozostał osad) ;-)
|
no właśnie, z tą karafką jakiś mój wykładowca kiedyś poczynił ten przykład tylko właśnie - skoro woda różni się tylko naczyniem do któregojest wlewana to przecież te same emocje, powiedzmy wielce poetyckie uczucie solidarności z narodem, cierpiącym narodem, może zostać "wlane" do karafki o kształcie artykułu prasowego, mowy politycznej, ulotki agitacyjnej, czy po prostu powieści co zatem wyróżnia poezję? owa karafka - z tego by wynikało a zatem forma :)
Co sprawia, że wiersz jest wierszem? Przede wszystkim nie jest prozą (to już Telik powiedział). ;-) Wiersz posługuje się specyficznym językiem.
|
osobna kategoria języka poetyckiego? czy tak? coś innego niż język naturalny, naukowy, diaklekt, rejest języka?
pozdrowienia
Natalia
|
Co jeszcze mozna zrobic?
|
Przepraszam za moje poprzednie, nazbyt emocjonalne i nieprzemyslane wystapienie (Ksiezyc dla poetow). Jesli ktos tego nie jeszcze czytal, to prosze nie
|
czytac.
Jednym z największych wad public relations w astro jest to że ciągle przepraszamy że żyjemy. Nawet siebie nawzajem.
Przepraszam zwlaszcza Pana prowadzacego planetarium w Warszawie. Zdecydowanie niesprawiedliwie go ocenilem.
|
No i dlaczego? Jeżeli się nie podobało to coś musiało być nie tak. W Polsce szczególnie dziwne są publiczne prezentacje ze strony zawodowców. Zawsze są maksymalnie drętwe. Za to w US jest ciągłe bawienie na siłę - pełno edukatorek w muzeach które ze sztucznym uśmiechem i równie sztucznie entuzjastycznym głosem opowiadają o rzeczach astro na których wcale się nie znają i mają je w d**pie.
1) Zestawic i udostepnic liste potencjalnych przyszlych korzysci wynikajacych z rozwoju astronautyki
|
Ale jakiej? Światowej? Polskiej? Jeśli światowej to wydźwignięcie cywilizacji z ewolucyjnego doła i uchronienie od wpadnięcia w smrodliwie przyziemny świat z najczarniejszych powieści Pracheta. Jeśli polskiej to: miejsca pracy, wzrost gospodarczy, poprawa poziomu edukacji i nauki w stosunku do innych państw europejskich. Ale co tu zestawiać?
2) Zestawic i udostepnic liste korzysci aktualnych i historycznych
|
Po co?
3) Zastanowic sie nad pytaniem: jaka inwestycje mozna w ciagu 20 lat zrealizowac w kosmosie dysponujac srodkami odpowiadajacymi 100% wzrostu gospodarczego calego swiata i o ile w wyniku tego spadnie emisja zanieczyszczen na Ziemi?
|
A to z kolei jakiś oenzetyzm. Taki projekt już stworzono i nazywa się ISS. Szkoda tylko że nie przydzielono jej światowego PKB ale wszystkie pozostałe wady już ma (zaznaczam że nie jestem zwolennikiem natychmiastowego zwodowania a na mojej stronie jest link do strony Macieja Weissa - uważam że ludzkość bez stacji kosmicznej i z dosłownie utopionymi $60 mld to byłoby jeszcze większe wieśniactwo).
4) Czesciej publikowac wlasne prace (galerie, pocztowki, albumy, kalendarze itp. np. http://www.browntrout.com/key/cals/gen/0763148156.html)
|
A kto tam zagląda? Publikujemy na powszechnie znanych stronach. Do galerii to chodzą tylko humaniści i snobi. No jeszcze Ci co naprawdę kochają sztukę (ale to nieliczni i tych nie wpuszczają bo to przeważnie kloszardzi). Ale ma się to do astro jak pięść do nosa.
5) Stworzyc baze danych o wydawcach zainteresowanych tego rodzaju
|
publikacjami
Kolejny absurd. Wydawcy wydają kalendarze z panienkami i albumy podróżnicze dla snobów oraz ze zwierzątkami dla ekozboków. Dla nas do wszystkiego jest sieć ale powinniśmy wyciągnąć łapę po telewizję i dziennikarzy żeby jeszcze trafić do szarej (*nie* kojarzyć z szarymi komórkami) masy zwanej opinią publiczną ale nam się nie chce.
6) Zorganizowac objazdowa wakacyjna wystawe uzytkowych zdjec satelitarnych (cos w formie http://www.earthfromtheair.com/ )
|
W zimie?
7) Zwrocic sie z zapytaniem do firmy IMAX czy zamierza ona prezentowac rowniez inne (np. swoje starsze) filmy o wykorzystaniu kosmosu
|
Firma IMAX na pewno będzie zachwycona (LOL).
8) Stworzyc liste pomyslow na promocje astronautyki w Polsce.
|
A to już było i nie wróci więcej bo trzeba nareszcie coś zrobić radykalnie a nie tworzyć listę pomysłów jak na godzinie wychowawczej. Pozdrawiam
|
Nowości płytowe
|

Dziś jest premiera najnowszego albumu Basi Trzetrzelewskiej "It's That Girl Again", którym wraca po blisko 5 latach, od czasu nagrania płyty "Matt’s Mood" z Mattem Bianco. Wszystko wskazuje na to, że Basia nagrała właśnie swój najlepszy album!
Nowa płyta to idealne połączenie tego, co stało się przez lata znakiem rozpoznawczym wokalistki, czyli perfekcyjnego miksu muzyki pop i jazz. Basia korzysta z rytmów latynoskich, brzmienia klasycznego, amerykańskiego r&b i polskiego jazzu z lat '50 i '60. Końcowy efekt zaskakuje świeżością.
Każda z piosenek, które znalazły się na płycie, zabiera słuchacza w zaskakujące miejsca. "Tear In My Eye" to ballada, która przywodzi na myśl miłosne piosenki lat '80 Stevie’go Wandera. W "Love Lies Bleeding" usłyszymy intensywny rytm tanga, natomiast "Someone for Everyone" jest zabarwione gospelowo brzmiącymi organami. "Winners" wprowadza nastrój karnawału.
Basia stworzyła płytę "It's That Girl Again" wraz z Danym White’m, Peterem White’m, Kelvinem Robinsonem i Markiem Parnellem. Singlem promującym album jest piosenka "A Gift". |
empik.com
a 24 kwietnia ukazuje sie po dlugiej przerwie kolejny album Reni Jusis

"Iluzjon" to nowy, akustyczny projekt Reni Jusis. Po dziesięciu latach od debiutu artystka zdecydowała się na wyraźny zwrot w swej karierze. Tym razem jako wokalistka i pianistka stanęła na czele zespołu, którego kompozycje i stylistyka wyraźnie różnią się od jej dotychczasowej klubowej i elektronicznej twórczości. W nowym projekcie oprócz fortepianu rozbrzmiewa bogate i klasyczne instrumentarium, m. in. akordeon, pedal steel guitar, melotron, cymbały wileńskie, wibrafon, celesta, organy Hammonda i piano Rhodesa. Płyta zawiera w większości autorskie teskty i kompozycje Artystki, za wyjątkiem duetu z Gabą Kulką, który jest ich wspólnym dziełem. W warstwie tekstowej jest to najbardziej dojrzała i osobista wypowiedź Reni. Jak sama mówi: "Tworząc nowy projekt starałam się wrócić do moich pierwszych fascynacji muzycznych. Do czasów kiedy na scenie starego kina i domu kultury w moim rodzinnym mieście często można było usyszeć piosenkę poetycką, aktorską, musicale, folk i jazz. Postanowiłam tym razem opisać w swych piosenkach dwa skrajne światy: ten realny, od którego często uciekam i ten w którym szukam schronienia, przede wszystkim dzięki muzyce i wyobraźni. Ten ostatni nazwałam moim prywatnym "Iluzjonem", stąd tytuł nowej płyty. Najważniejszym celem dla mnie i mojego nowego zespołu są koncerty. Planujemy w tym roku trasę koncertową po starych kinach. Jest ich jeszcze sporo w naszym kraju, choć część z nich chyli się ku upadkowi. Może to już ostatnia okazja by je odwiedzić wypenić naszymi dźwiękami". Reni do swych inspiracji zalicza kompozycje Stanisława Soyki, Roberty Flack, powieści: "Siddhartha" Hermanna Hessego , "Moje pierwsze samobójstwo" Jerzego Pilcha, sztukę teatralną "Dwoje na huśtawce" Williama Gibsona, oraz filmy: "Once" John'a Carney'a i "All That Jazz" Bob'a Fosse'a. "Iluzjon" to swoisty kameralny melodramat, album pełen emocjonalnych ballad i romansów. To również zupełnie nowy rozdział w karierze Reni Jusis. Pierwszym singelm promującym nową płytę jest kompozycja "A mogło być tak pięknie". |
|
10. Targi Książki w Krakowie
|
Chcesz o tym pogadać xys?
... jako czlowiek dialogu i konsensusu zawsze jestem skory do rozmow
[ Dodano: 2006-10-23, 07:34 ] Bylem chwilke (nieco ponad godzine na tych targach), ale to czas zdecydowanie niedostateczny, abym mogl sie pokusic o jakas miarodajna relacje. Zaluje, ze wiecej czasu nie moglem na ten temat poswiecic, ale inne obowiazki nie pozwolily. Przez ten skromnyczas nie liznalem wlasciwie nawet atmosfery targow, kupilem sobie jednak na oslode promocyjne dwie knigi
[ Dodano: 2006-10-24, 19:03 ] Ponad 20 tys. osób odwiedziło Targi Książki w Krakowie
Ponad 20 tys. osób odwiedziło 10. Targi Książki w Krakowie, które zakończyły się w niedzielę - powiedział PAP Piotr Górnisiewicz z biura prasowego targów. Swoją ofertę prezentowała rekordowa liczba wystawców - 412.
Od czwartku do niedzieli odbyło się ponad 400 spotkań z pisarzami i dziennikarzami oraz 65 wykładów, prezentacji, prelekcji i warsztatów.
Dla czytelników targi były okazją do rozmowy i zdobycia autografów m.in. Wiktora Suworowa, Stanleya Clouda, Hala Duncana oraz Stefana Chwina, Katarzyny Grocholi, Marka S. Krajewskiego, Małgorzaty Musierowicz, Andrzeja Stasiuka i Olgi Tokarczuk.
Podczas targów rozstrzygnięto kilka konkursów. Laureatką tegorocznej edycji nagrody polskich studentów romanistyki "Lista Goncourtów - polski wybór 2006" została Nancy Huston, autorka powieści "Pęknięcia".
Nagroda Goncourtów jest jednym z najbardziej prestiżowych wyróżnień literackich we Francji. Od 1998 r. także studenci romanistyki z polskich uczelni jako jedyni, poza Francją - wybierają najlepszą francuską książkę, która ukazała się w ostatnim roku.
Nad obradami studenckiego jury czuwa zawsze honorowy przewodniczący, którym w tym roku była Manuela Gretkowska.
Studenci oceniali tym razem 14 książek. Jak powiedziała PAP przewodnicząca jury Katarzyna Papież z Uniwersytetu Jagiellońskiego, tegoroczna nagroda została przyznana powieści, której autorka pisząc o podejmowanym już wielokrotnie temacie wojny "starała się zachować świeżość spojrzenia oddając głos dziecku, ukazując tym samym jeszcze dobitnej dramat jednostki zmuszonej do stawienia czoła okrutnej rzeczywistości". "Misterna konstrukcja, płynność narracji elektryzują czytelnika" - oceniło jury.
"Pęknięcia" ("Lignes de Faille") opisują losy czteropokoleniowej rodziny naznaczonej piętnem wojen. Członkowie tej rodziny snują cztery odrębne opowieści - każdy z pozycji 6- letniego dziecka.
Nagrody Polskiej Izby Książki "PIK-owy Laur", przyznawane za najciekawszą prezentację książki w prasie i najciekawszą prezentację książki w mediach elektronicznych otrzymali: Elżbieta Sawicka z "Rzeczpospolitej", Barbara Marcinik z radiowej "Trójki" i Tomasz Fiałkowski z "Tygodnika Powszechnego".
Laureatką konkursu dla najbardziej utalentowanych, młodych poetów "Dżonka 2006", została Joanna Wajs. Konkurs służy promocji młodych twórców i jest organizowany dla upamiętnienia poetki i aktorki Stanisławy Zawiszanki (1914-2003), związanej ze Starym Teatrem, która sama przyznawała stypendia młodym twórcom. Nazwa nagrody upamiętnia fascynację Zawiszanki łodziami - dżonkami.
27-letnia Joanna Wajs jest dziennikarką, poetką, krytykiem literackim. Tłumaczy literaturę piękną z języka włoskiego. Ukończyła filologię polską w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Studiuje także filologię włoską. Publikowała m.in. w: "Gazecie Wyborczej", "Midraszu", "Toposie", "Twórczości", "Lampie". Od 2005 r. jest redaktorem naczelnym pisma "Kocie sprawy". Za tom wierszy "Sprzedawcy kieszonkowych lusterek" otrzymała Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny (2005) oraz nagrodę literacką Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek (PTWK).
|
Karasek Krzysztof
|
 Krzysztof Karasek ( 19.02.1937)
Urodzony 19 lutego 1937 r. radiowiec, poeta, eseista,. Obok S. Barańczaka, A. Zagajewskiego, R. Krynickiego i J. Kornhausera czołowy poeta tzw. pokolenia 68.
W poezji opisywał realny, szary świat polskiej egzystencji, demaskował język mass mediów, w kolejnych tomikach ewoluował ku formom klasycyzującym. Jest ona dla niego obroną jednostki przed cywilizacją , racjonalizmem, światem, który dociera do człowieka jako chaotyczna masa bodźców, obrazów, zdarzeń. Praktyka poetycka Karaska polega przede wszystkim na notowaniu chaosu. Toteż bywa wręcz zlepkiem czy zestawieniem sytuacji, tytułów, sloganów, zestawieniem przy tym bardzo konkretnym, urbanistycznym, warszawskim, z ulicą Marszałkowską na pierwszym miejscu.
Krzysztof Karasek uznany został m.in. przez Zbigniewa Herberta i Zbigniewa Bieńkowskiego za najciekawszego poetę Nowej Fali, tworzącego swoją poezję w cieniu słynniejszych kolegów. Studiował na AWF, ale też filozofię na UW. Echa tych drugich studiów widać w niektórych wierszach, które przyjmują formę rozbudowanych poetyckich traktaków.
nagrody literackie:
- "czerwonej róży" - miesięcznika "Literatura".
Bibliografia:
- Godzina Jastrzębi (1970), - Drozd i inne wiersze (1972), - Poezje(1974 I 1975), - Prywatna historia ludzkości (1979 I 1986), - Wiersze i poematy (1982), - Sceny z Grottgera i inne wiersze (1983), - Poezje wybrane (1986), - Lekcje biologii i inne wiersze(1991), - Święty związek (1997), - Dziennik Rozbitka (2000) - Musi umrzeć co ma ożyć w pieśni (2000) - Wiosna i demony (1980) - powieść, - Poezja i jej sobowtór (1986) - tomy esejów, - autopsychografia (1993), - "Współcześni poeci polscy - poezja polska po roku 1956" (1997) - antologia - Gondwana i inne wiersze (2006) - wybór poezji Naborowskiego, Czyżewskiego, Sterna, Peipera, Wojaczka - wydawca
Wybrane dzieła:
 "Dziennik rozbitka" ewokuje doraźność, codzienny charakter tego, co się pisze, chronologię, czas jako materię, z której utkany jest los. W tym sensie "Dziennik rozbitka" jest świadomym przeciwieństwem "dziennika", cóż może być bardziej odległego niż dziennikarstwo i liryka? Jednakże ta odległość znaczeniowa, ta sprzeczność, stwarza dynamikę, która leży u podstaw organizacji materiału artystycznego; jest matką zaskoczenia, niespodzianki, tajemnicy-nieobliczalnego.
 "Gondwana i inne wiersze" Nowe wiersze Krzysztofa Karaska wpisują się w wielką, nazbyt często dziś zaniedbywaną formułę poezji jako domeny ducha. Poeta mówi w nich mocnym, wyrazistym głosem twórcy, który z pełną świadomością wybrał własną drogę.
Podążając nią, niejednokrotnie zbliża się do granic tego, co niewypowiadalne, do tajemnicy oczekującej "za progiem słów". Jego duch jest krzepki, a wyobraźnia - niepokojąco nadwrażliwa. Znakomity przykład na potwierdzenie zdania, że prawdziwa poezja nie ulega modom. Cytat: Drogulus
Ryszardowi Kapuścińskiemu
na skrzydłach pieśni. Na skrzydłach pieśni co przyleci? Przyleci gołębica z potopu a nie anioł z urlopu, który otworzy siódmą sprzeczność. Co przyleci, co nie jest ani bytem ani kwitem, ani literą ani numerem, ani Ktoś ani Coś, co? W locie, który jest czystą radością przestrzeni przyleci Coś, co nie ma sensu ani bezsensu, smaku ani zapachu, koloru ani doboru naturalnego, co nie jest przeznaczeniem ani doświadczeniem, źródłem ani falą, przyleci coś do Kogoś. Coś, co jest i nie jest zarazem bo jest poza przestrzenią i granicą, poza Coś i Ktoś, bez barwy, bez kształtu, bez imienia, los a nie lis, lot a nie splot – np. słoneczny – gniew a nie śpiew. Gniew, co nie ma mocy sprawczej w Czymś.
28.06.2005
 "Współcześni poeci polscy - poezja polska od roku 1956" Antologia jest dziełem krytycznym. Autor, układając ją, chce wydobyć jakąś myśl, przeforsować jakiś własny obraz literatury, własne rozumienie świata. Nakreślić nową mapę wrażliwości. Chce nas do czegoś przekonać, narzucuć nam swoje rozumienie rzeczywistości słowa, swoją wizję poezji. Autor chciałby zaprezentować współczesną poezję polską od pewnego, ściśle określonego momentu; nie ukrywa, że uważa go za decydujący. Momentu, który przewartościował ją i przewentylował tak, iż od tej pory mogła powiedzieć o sobie, że jest naprawdę nowa. Moment ten to rok 1956 i wystąpienie nowej formacji poetów, ściślej ich książkowe debiuty, nowe zjawiska pojawiające się po raz pierwszy na arenie życia literackiego. Jest to antologia wierszy, nie nazwisk. Podstawą poezji, poetyckiego przesłania i przeżycia jest wiersz.
|
| |
|
|